Naukowiec wchodzi do baru… To brzmi jak początek niezbyt śmiesznego żartu. A co, jeśli to początek rewolucji w komunikacji naukowej? W świecie, gdzie zaufanie do nauki bywa kruche, a skomplikowane tematy przegrywają z prostymi hasłami, od lat poszukujemy nowych sposobów na budowanie mostów między laboratorium a społeczeństwem. Próbowaliśmy wykładów, artykułów, infografik. Efekty bywają różne.

Naukowiec wchodzi do baru

W ostatnich latach na scenę wkroczyła nowa, zaskakująca forma: komedia naukowa. Programy telewizyjne, takie jak The Big Bang Theory, czy występy stand-up naukowców, jak te w ramach Bright Club, pokazały, że nauka może być źródłem rozrywki. Logika wydaje się prosta: humor obniża bariery, oswaja trudne tematy i pokazuje ludzką twarz badaczy. Ale czy to naprawdę działa? I co ważniejsze – co tak naprawdę dzieje się, gdy nauka spotyka się z komedią? Dogłębne, etnograficzne badanie przyjrzało się temu zjawisku nie z perspektywy publiczności, ale od kulis – śledząc z bliska proces szkolenia samych komunikatorów naukowych. Wnioski są znacznie bardziej złożone i fascynujące, niż mogłoby się wydawać.

Komedia jako nowe narzędzie w arsenale nauki

Na pierwszy rzut oka, pomysł wykorzystania komedii do mówienia o nauce wydaje się strzałem w dziesiątkę. Tradycyjne formy komunikacji często utrwalają wizerunek nauki jako dziedziny poważnej, hermetycznej i niedostępnej. Humor ma potencjał, by:

  • Złamać stereotypy: Pokazać, że naukowcy to nie tylko ludzie w białych kitlach, ale osoby z pasją, poczuciem humoru i dystansem do siebie.

  • Zwiększyć zaangażowanie: Przyciągnąć publiczność, która normalnie nie sięgnęłaby po treści naukowe.

  • Ułatwić zrozumienie: Uprościć skomplikowane koncepcje za pomocą analogii, absurdu i zaskakujących puent.

Wydawałoby się, że to idealny sposób na realizację celów zaangażowania publicznego – zwiększenia zrozumienia i akceptacji dla nauki. Ale co, jeśli prawdziwa historia dzieje się gdzie indziej?

Co się dzieje za kulisami? Studium przypadku grupy komików naukowych

Zamiast pytać publiczność, czy podobał im się występ, badacze spędzili 14 miesięcy wewnątrz grupy szkoleniowej dla początkujących komików naukowych. Obserwowali ich warsztaty, występy, a nawet codzienne rozmowy online. Celem było zrozumienie, co to tak naprawdę znaczy „uczyć się komunikacji naukowej przez komedię”.

Badanie szybko ujawniło, że proces ten wcale nie polegał na technicznym opanowaniu sztuki pisania żartów czy występowania na scenie. Był to przede wszystkim proces głębokiej socjalizacji i budowania tożsamości w ramach nowej, specyficznej społeczności.

Nauka bycia „dobrym” komunikatorem naukowym

Okazało się, że kluczowym elementem szkolenia nie było to, jak mówić do publiczności, ale jak stać się akceptowanym członkiem grupy innych komunikatorów. Uczestnicy uczyli się przede wszystkim:

  1. Jak przynależeć: Głównym celem stało się budowanie wspierającej się społeczności. Dzielenie się doświadczeniami, wzajemna pomoc i lojalność wobec grupy były ważniejsze niż indywidualne sukcesy na scenie. Bycie „dobrym komunikatorem” stało się synonimem bycia „dobrym członkiem grupy”.

  2. Jak odróżnić się od „mainstreamu”: Grupa budowała swoją tożsamość w opozycji do wyimaginowanego wroga – „mainstreamowego” komunikatora nauki. Był on przedstawiany jako ktoś przestarzały, nieautentyczny, skupiony na autopromocji i bezkrytycznym „sprzedawaniu” nauki publiczności. Nowi adepci mieli być inni: autentyczni, wspierający, krytyczni.

  3. Jak mówić właściwym językiem: Uczestnicy uczyli się posługiwać specyficznym żargonem dotyczącym publiczności, zaangażowania i celów komunikacji. Posługiwanie się tym językiem stawało się przepustką do bycia postrzeganym jako profesjonalista.

Zakładany cel szkolenia (perspektywa zewnętrzna) Rzeczywisty proces (obserwacje z badania)
Nauczenie się technik komediowych do edukacji publiczności. Nauczenie się norm i wartości wewnętrznej społeczności komunikatorów.
Zwiększenie zasięgu i wpływu na szeroką publiczność. Budowanie tożsamości grupowej w opozycji do reszty środowiska.
Przekładanie skomplikowanej wiedzy na prosty język. Opanowanie „właściwego” sposobu mówienia o komunikacji i publiczności.

Proces uczenia się był więc bardziej skoncentrowany na dynamice wewnętrznej samej grupy komunikatorów niż na realnym kontakcie z zewnętrzną publicznością. To prowadzi do kolejnego, kluczowego odkrycia.

Widmo „publiczności”: kim jest odbiorca komedii naukowej?

W rozmowach uczestników szkolenia nieustannie pojawiało się słowo „publiczność”. Analizowano jej potrzeby, wyobrażano sobie jej reakcje, dyskutowano o tym, jak do niej dotrzeć. Jednak badanie etnograficzne wykazało, że ta „publiczność” była w dużej mierze bytem abstrakcyjnym, niemal nieobecnym.

Publiczność stała się narzędziem dyskursywnym, wewnętrznym językiem, który służył do zupełnie innych celów:

  • Regulacji wewnętrznej: Odwołując się do tego, co „publiczność” rzekomo myśli lub potrzebuje, uczestnicy mogli oceniać i krytykować nawzajem swoje występy.

  • Pozycjonowania się w środowisku: Mówienie o „publiczności” we właściwy sposób było dowodem profesjonalizmu i przepustką do kariery.

  • Usprawiedliwiania praktyk: Skupienie się na publiczności złożonej z innych naukowców i fanów nauki (tzw. „preaching to the choir”) uzasadniano tym, że to właśnie ta grupa jest najbardziej wymagająca i jej reakcje są najważniejsze dla transformacji samej nauki.

Prawdziwa, niezainteresowana nauką publiczność pozostawała w dużej mierze nieobecna. Jej rola została przejęta przez dyskurs o niej, który był znacznie wygodniejszy i bardziej użyteczny dla wewnętrznych potrzeb społeczności komunikatorów.

Dla kogo tak naprawdę jest komunikacja naukowa?

To badanie prowadzi do prowokacyjnego, ale ważnego wniosku. Komunikacja naukowa, przynajmniej w tej badanej formie, może w dużej mierze istnieć dla… samych komunikatorów naukowych. Staje się dla nich nową, atrakcyjną przestrzenią do:

  • Budowania kariery: Otwiera alternatywną ścieżkę zawodową dla naukowców, którzy niekoniecznie widzą siebie w laboratorium.

  • Tworzenia tożsamości: Pozwala na renegocjację swojej tożsamości jako naukowca, na bycie kimś bardziej „autentycznym” i „zaangażowanym”.

  • Budowania społeczności: Daje poczucie przynależności do wspierającej się grupy o wspólnych celach i wartościach.

Nie jest to zarzut cynizmu. To raczej stwierdzenie, że komunikacja naukowa jest złożonym światem społecznym, z własnymi regułami, językiem i dynamiką. Światem, który, być może nieintencjonalnie, w pierwszej kolejności zaspokaja potrzeby swoich własnych członków, a dopiero w drugiej – potrzeby abstrakcyjnej „publiczności”. Komedia naukowa, zamiast być radykalnym narzędziem zmiany, staje się częścią tego świata, odtwarzając jego wewnętrzne reguły.


FAQ – Najczęściej zadawane pytania

  1. Czy to badanie dowodzi, że komedia naukowa jest nieskuteczna?
    Niekoniecznie. Pokazuje raczej, że jej cele i mechanizmy są inne, niż się powszechnie uważa. Jej główny „wpływ” może dotyczyć samych naukowców-komunikatorów – ich rozwoju, pewności siebie i budowania sieci kontaktów – a nie bezpośrednio szerokiej publiczności.

  2. Kim jest „mainstreamowy komunikator nauki”, o którym mowa w tekście?
    Jest to w dużej mierze wyimaginowana, negatywna postać, stworzona przez uczestników badania jako punkt odniesienia. Uosabia ona cechy, od których grupa chciała się odciąć: brak autentyczności, mówienie do publiczności „z góry”, skupienie na autopromocji i traktowanie komunikacji jako jednokierunkowego przekazu wiedzy.

  3. Czy te wnioski można odnieść do całej komunikacji naukowej?
    Badanie jest studium przypadku konkretnej grupy, więc jego wyniki nie są w pełni generalizowalne. Jednakże, rzuca ono światło na szersze zjawisko profesjonalizacji komunikacji naukowej i ryzyko, że może ona stać się hermetycznym polem, skupionym na własnych, wewnętrznych celach, a nie na realnym dialogu ze społeczeństwem.

  4. Jaki jest więc pożytek z „mówienia o publiczności”, jeśli nie prowadzi to do kontaktu z nią?
    W badanym kontekście „mówienie o publiczności” stało się kluczową kompetencją zawodową. Pozwalało komunikatorom na pozycjonowanie się w branży, zdobywanie wiarygodności i poruszanie się wewnątrz profesjonalnego środowiska. Było to narzędzie do budowania kapitału symbolicznego wewnątrz pola komunikacji naukowej.

  5. Co mogą zrobić komunikatorzy naukowi, aby uniknąć tej „bańki”?
    Badanie sugeruje potrzebę głębszej refleksji nad celami komunikacji. Zamiast skupiać się na „jak” (techniki, formaty), warto częściej pytać „dlaczego” i „dla kogo” naprawdę tworzymy treści. Oznacza to również konieczność kwestionowania własnych założeń na temat publiczności i aktywnego poszukiwania kontaktu z grupami spoza „naukowej bańki”

Naukowiec wchodzi do baru: dla kogo naprawdę jest komedia naukowa? by
Naukowiec wchodzi do baru: dla kogo naprawdę jest komedia naukowa?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *