Każdy produkt Apple nosi na sobie zwięzłą sygnaturę: „Zaprojektowane przez Apple w Kalifornii. Złożone w Chinach”. Ta prosta fraza opisuje nie tylko geopolitykę globalnego kapitalizmu, ale także fundamentalny podział na ideę i wykonanie, na autorstwo i pracę. Dziś podobna sygnatura zaczyna pojawiać się w najbardziej intymnej sferze ludzkiej aktywności – tworzeniu tekstów. „Zaprojektowane przeze mnie. Wygenerowane przez ChatGPT„.

To nie jest chwyt marketingowy ani leniwe przyznanie się do winy. To deklaracja, która wstrząsa samymi fundamentami naszego rozumienia kreatywności. Pojawienie się generatywnej sztucznej inteligencji (GAI) zmusza nas do konfrontacji z mitami, które od wieków kształtowały naszą kulturę. Mit AI jako posłusznego narzędzia i mit człowieka jako samotnego, genialnego twórcy – oba rozpadają się na naszych oczach. To nie jest kryzys technologii. To kryzys naszego myślenia o pisaniu, sprawczości i komunikacji.
Kto tu pisze? Zdemaskowanie dwóch wielkich mitów
Wejście AI do procesu twórczego działa jak sejsmograf, który ujawnia pęknięcia w fundamentach, o których istnieniu od dawna mówili filozofowie. Generatywne AI nie tworzy problemu, ono go brutalnie uwidacznia, zmuszając nas do porzucenia dwóch wygodnych, lecz fałszywych przekonań.
Mit pierwszy: instrumentalna pomyłka (AI jako posłuszne narzędzie)
Najprostszym sposobem na oswojenie nowej technologii jest sprowadzenie jej do roli narzędzia – młotka, komputera, programu graficznego. W tym ujęciu ChatGPT jest tylko bardziej zaawansowanym edytorem tekstu, który wykonuje polecenia użytkownika.
Podejście to załamuje się w momencie, gdy zdamy sobie sprawę z natury „promptowania”. To nie jest wydawanie rozkazu. To zaproszenie do dialogu. Interakcja z modelem językowym jest procesem iteracyjnym, pełnym nieprzewidywalnych odpowiedzi, „halucynacji”, które potrafią zmienić kierunek myślenia człowieka, a nawet zainspirować go do sformułowania nowych idei. Wynik nie jest produktem jednej strony, lecz efektem splątanej, trudnej do rozdzielenia wymiany. AI nie wykonuje intencji; ono ją dekonstruuje i współtworzy.
Mit drugi: romantyczna samotność (człowiek jako genialny twórca)
Nasza kultura, od epoki romantyzmu, karmi się mitem autora jako samotnego geniusza – jednostki, która z głębi swojego wnętrza tworzy oryginalne dzieła ex nihilo (z niczego). Ten obraz, utrwalony w prawie autorskim i kulturze celebrytów literackich, od dawna był kwestionowany przez praktykę.
Sztuczna inteligencja nie detronizuje genialnego autora. Ujawnia tylko, że ten tron od zawsze był pusty. Kreatywność nigdy nie była aktem indywidualnym. Zawsze była zjawiskiem rozproszonym, infrastrukturalnym i intertekstualnym, opartym na cytatach, wpływach, gatunkach i współpracy.
Nowa rzeczywistość, stare echa: AI w lustrze historii
Algorytmiczne współtworzenie, choć wydaje się bezprecedensowe, w istocie remiksuje i intensyfikuje logikę kreatywności, którą znamy od wieków. Analiza historycznych modeli twórczości pokazuje, że „autorstwo” zawsze było choreografią rozproszonych działań.
| Model historyczny | Rola człowieka (pomysłodawcy) | Rola „innego” (wykonawcy) | Podstawowa koncepcja |
| Renesansowy warsztat | Mistrz (np. Rubens) tworzy koncepcję, szkic, maluje kluczowe detale. | Czeladnicy i asystenci wykonują większość pracy (tła, drugoplanowe postacie). | Delegacja wykonania: Autorstwo przypisane jest dyrektorowi kreatywnemu, a nie rękom, które wykonały pracę. |
| Fabryka Andy’ego Warhola | Artysta generuje idee, wybiera obrazy, nadzoruje produkcję sitodruków. | Asystenci wykonują mechaniczną pracę drukowania i selekcji. | Reprodukcja mechaniczna: Liczy się koncept i marka, a nie unikalny ślad ręki. Oryginalność ustępuje miejsca iteracji. |
| Kultura remiksu (Hip-hop) | DJ/producent selekcjonuje, tnie i rekontekstualizuje istniejące nagrania (sample). | Istniejąca biblioteka muzyczna (archiwum) staje się surowcem. | Rekontekstualizacja: Twórczość nie polega na tworzeniu z niczego, lecz na inteligentnym kuratorstwie i transformacji istniejącego materiału. |
Wielkie modele językowe (LLM) działają dokładnie według logiki remiksu. Przetrenowane na gigantycznym archiwum ludzkiej kultury tekstowej, nie tworzą zdań „z niczego”. One dekontekstualizują i rekontekstualizują – tną, samplują i składają na nowo istniejący materiał językowy w odpowiedzi na ludzką prowokację (prompt).
Trzy prawdy, które ujawnia nam sztuczna inteligencja
Pojawienie się GAI zmusza nas do konfrontacji z trzema fundamentalnymi prawdami o naturze języka, kreatywności i komunikacji. Prawdami, które filozofia poststrukturalistyczna (np. Roland Barthes, Jacques Derrida) formułowała już pół wieku temu, ale które dopiero teraz materializują się na masową skalę.
-
Technologia nie jest neutralna. Traktowanie AI jako biernego narzędzia jest błędem. Każda technologia kształtuje nasze myślenie i działanie. LLM nie jest zwykłym instrumentem, ale aktywnym uczestnikiem procesu generowania znaczenia.
-
Twórca nigdy nie był samotną wyspą. AI obnaża fikcję „oryginalności”. Kreatywność jest i zawsze była procesem dialogicznym, rozproszonym i opartym na współpracy. LLM staje się po prostu nowym, nieludzkim partnerem w tej odwiecznej rozmowie.
-
Znaczenie nie rodzi się w głowie autora. Krytycy zarzucają AI, że „nie wie, co mówi”, że brakuje mu intencji i „prawdziwego” rozumienia. Filozofia od dawna pokazywała, że znaczenie nie jest zakotwiczone w świadomości autora. Rodzi się w relacyjnej sieci znaków, w grze różnic i odroczeń. LLM-y to „silniki différance” – operacjonalizują tę zasadę na masową skalę, generując język nie z intencji, ale ze statystycznego przemierzania wcześniejszych wypowiedzi.
„Zaprojektowane przeze mnie. Wygenerowane przez ChatGPT” to nie wyznanie winy. To deklaracja nowej ery pisania. Pytanie nie brzmi, czy jest to dozwolone, ale czy jesteśmy gotowi porzucić mity, które każą nam źle rozumieć potencjał tej transformacji.
FAQ – Najczęściej zadawane pytania
-
Skoro autorstwo jest rozproszone, to kto jest autorem tekstu stworzonego wspólnie z AI?
Odpowiedź jest złożona: autorstwo staje się funkcją, a nie osobą. Autorem jest cały „zespół” człowiek-maszyna. Tradycyjne kategorie zacierają się, a my musimy wypracować nowe sposoby opisywania tego procesu, np. mówiąc o „kuratorze”, „operatorze” lub po prostu „współtwórcy”. -
Czy używanie AI do pisania to nie jest forma plagiatu?
Nie w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Plagiat to świadome przypisanie sobie czyjejś konkretnej pracy. LLM-y nie kopiują całych fragmentów, lecz rekombinują wzorce statystyczne z ogromnego zbioru danych. Jest to raczej nowa forma produkcji kulturowej, która zmusza nas do przemyślenia samej definicji plagiatu. -
Czy ta zmiana nie dewaluuje ludzkiej kreatywności?
Niekoniecznie. Zmienia jedynie jej lokalizację. Kreatywność przesuwa się z aktu tworzenia „z niczego” w stronę sztuki zadawania pytań (promptowania), kuratorstwa, edycji i krytycznej oceny. Wartość ludzkiego wkładu leży w intencji, smaku i zdolności do prowadzenia dialogu z maszyną. -
Jak w takim razie powinno wyglądać prawo autorskie w erze AI?
To jedno z największych wyzwań prawnych XXI wieku. Obecne systemy prawne, oparte na micie „oryginalnego autora”, są nieprzystosowane do tej nowej rzeczywistości. Prawdopodobnie będziemy świadkami rozwoju nowych form licencjonowania i przypisywania autorstwa, które uwzględnią wkład zarówno ludzki, jak i maszynowy. -
Jak w praktyce akademickiej należy cytować tekst współtworzony z AI?
Obecnie wypracowywane są standardy. Najczęstszą praktyką jest transparentność: jasne wskazanie w metodologii lub przypisach, które fragmenty tekstu lub które etapy pracy (np. burza mózgów, redakcja) były realizowane z pomocą AI, oraz podanie nazwy i wersji użytego modelu.