Twój doktorat dotyka złożonych kwestii technologicznych, prawnych lub społecznych, a ty potrzebujesz rzetelnej analizy i wsparcia w badaniach? Kliknij tutaj – pomożemy ci zgłębić temat i przygotować pracę na najwyższym poziomie!
Wprowadzenie
Państwa Zatoki Perskiej, a szczególnie Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) i Arabia Saudyjska, inwestują intensywnie w zaawansowane technologie nadzoru swoich obywateli. Władze tych krajów promują wizję „inteligentnych miast” i społeczeństw przyszłości, gdzie bezpieczeństwo narodowe i porządek publiczny mają być zapewnione przez wszechobecne systemy elektronicznej kontroli. ZEA aspirują do roli globalnego lidera sztucznej inteligencji (AI) – m.in. poprzez ogromne inwestycje i programy rządowe – co przekłada się na szerokie wdrażanie systemów nadzoru opartych na AI. Podobnie Arabia Saudyjska, w ramach swojej Wizji 2030, rozwija cyfrową infrastrukturę i korzysta z najnowszych technologii (często importowanych) do monitorowania społeczeństwa. Tego rodzaju rozwiązania rodzą jednak poważne kontrowersje i obawy o poszanowanie praw człowieka. Niniejszy raport przedstawia interdyscyplinarną analizę systemów technologicznego nadzoru obywateli w tych państwach, obejmując opis stosowanych technologii, infrastrukturę i zaangażowane firmy, wpływ społeczny i kulturowy, aspekty prawne oraz narrację polityczną związaną z ich wdrażaniem. Analiza porówna także model nadzoru Zatoki Perskiej z innymi (m.in. Chinami i Zachodem) oraz zarysuje możliwe kierunki rozwoju – od scenariuszy utopijnych po dystopijne.
Stosowane technologie nadzoru
ZEA i Arabia Saudyjska wdrożyły szeroki wachlarz technologii inwigilacji, obejmujący monitoring wizyjny, biometrię, analitykę danych i nadzór komunikacji cyfrowej. Poniżej opis najważniejszych z nich:
- Wszechobecne kamery monitoringu i rozpoznawanie twarzy: W miastach takich jak Dubaj czy Abu Zabi zainstalowano setki tysięcy kamer CCTV sprzężonych z systemami analizy obrazu. W Dubaju działa program Oyoon („Oczy”), integrujący ponad 300 000 kamer wyposażonych w technologię rozpoznawania twarzy. System ten potrafi w czasie rzeczywistym identyfikować osoby przemieszczające się po mieście, łącząc obraz z kamer ze zdjęciami paszportowymi i danymi biometrycznymi w bazach służb granicznych. Celem oficjalnie jest osiągnięcie „zera przestępstw” dzięki permanentnej obserwacji. Podobny system o nazwie Falcon Eye działa w Abu Zabi – łączy tysiące kamer rozmieszczonych w przestrzeni publicznej oraz na budynkach, zapewniając władzom pełen podgląd ruchu osób w mieście. Co istotne, za implementacją Falcon Eye stoi firma związana z byłym izraelskim agentem wywiadu (Mati Kochavi), której szwajcarska spółka AGT już w 2011 r. zdobyła kontrakt wart 600 mln USD na stworzenie tego systemu. Falcon Eye wykorzystuje koncepcję Internetu Rzeczy – każdy obiekt (a w tym wypadku każda osoba) otrzymuje unikalny identyfikator i jest śledzony od chwili wyjścia z domu do momentu powrotu. Według źródeł medialnych „każda osoba jest monitorowana od momentu wyjścia z domu aż do powrotu; jej praca, życie towarzyskie i wzorce zachowań są rejestrowane, analizowane i archiwizowane”. Również Arabia Saudyjska rozwija systemy monitoringu wizyjnego z elementami biometrii – np. w Mekce i Medynie zainstalowano dziesiątki tysięcy kamer do nadzorowania pielgrzymów podczas hadżdżu, a rozpoznawanie twarzy ma pomóc w identyfikacji osób poszukiwanych i zapewnieniu bezpieczeństwa wydarzeń masowych. Ponadto, w 2023 r. Rijad wdrożył nowy system biometryczny dla pielgrzymów, wykorzystujący skanowanie twarzy do weryfikacji tożsamości.
- Sztuczna inteligencja i analityka danych: Kluczowym komponentem tych systemów jest AI (sztuczna inteligencja), która automatycznie analizuje strumienie danych z kamer i innych czujników. Oyoon w Dubaju wykorzystuje algorytmy AI m.in. do rozpoznawania twarzy, odczytu tablic rejestracyjnych i analizy zachowań w przestrzeni publicznej. Dzięki temu system potrafi np. wychwycić nietypowe zgromadzenia, bójki czy podejrzane przedmioty i natychmiast alarmować służby. Władze chwalą się też zastosowaniem predictive policing – czyli predykcyjnego modelowania przestępczości, gdzie AI na podstawie ogromnych zbiorów danych próbuje przewidywać miejsca i sprawców potencjalnych wykroczeń. Przykładem jest Dubaj, gdzie infrastrukturę miasta nasycono inteligentnymi systemami w ramach inicjatywy „Police Without Policemen”, mającej uczynić Dubaj „najbezpieczniejszym miastem świata”. Wykorzystanie algorytmów w nadzorze to także ciągłe profilowanie obywateli – AI może krzyżować dane z monitoringu, mediów społecznościowych, płatności elektronicznych czy komunikacji, aby tworzyć szczegółowe portrety każdego mieszkańca. Takie integracje budzą obawy, że Gulf może zmierzać w stronę modelu chińskiego, gdzie władza łączy wszystkie dane o obywatelu w jeden system kontroli. Eksperci wskazują, że „chiński styl cyfrowej kontroli leży w zasięgu możliwości bogatych państw Zatoki” – ZEA i Arabia Saudyjska już teraz partnerują z chińskimi firmami technologicznymi w zakresie infrastruktury (np. sieci 5G) i mogą wdrożyć zintegrowane platformy nadzoru połączone z cyfrowymi identyfikatorami osobistymi.
- Aplikacje mobilne i narzędzia cyfrowe: Władze sięgają także po smartfony obywateli jako źródło danych o ich aktywności. Pod płaszczykiem e-administracji czy troski o wygodę, wdrożono aplikacje, które gromadzą wrażliwe informacje. W Arabii Saudyjskiej sztandarowym przykładem jest platforma Absher – oficjalna aplikacja Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, służąca do uzyskiwania rozmaitych usług (od przedłużania dokumentów po płatność mandatów). Absher zawiera jednak funkcje pozwalające męskim „opiekunom” kontrolować podróże kobiet. Każda Saudyjka podlega systemowi kurateli mężczyzny (ojca, męża, brata lub nawet syna), który poprzez Absher może udzielać lub cofnąć zgodę na wyjazd kobiety za granicę i wydanie jej paszportu. Aplikacja wysyła automatyczne powiadomienia SMS do opiekuna za każdym razem, gdy jego podopieczna przekracza granicę lub gdy zbliża się termin wygaśnięcia jej paszportu. Umożliwia też przegląd pełnej historii podróży kobiet zależnych od danego mężczyzny. W praktyce Absher cyfrowo wzmacnia system patriarchalnej kontroli, pozwalając mężczyznom na bieżący nadzór nad kobietami z użyciem nowoczesnej technologii. Innym przykładem są aplikacje wprowadzone w czasie pandemii COVID-19 (np. saudyjska Tabaud/Tawakkalna, emiracka Al Hosn). Oficjalnie służyły one do śledzenia kontaktów i statusu zdrowotnego, ale wymagały udostępniania danych lokalizacyjnych i osobowych. Wiele z tych aplikacji posługiwało się kodami kolorystycznymi, oznaczającymi np. status immunologiczny czy pozwolenie na przemieszczanie się. Powstały obawy, że podobny „kolorystyczny system oceny” obywateli mógłby zostać rozszerzony poza cele zdrowotne – np. do oznaczania osób „lojalnych” (zielony) vs „podejrzanych” (czerwony) dla władz, na wzór chińskich kodów zaufania społecznego. Jak dotąd nie ma jawnych dowodów, by w ZEA lub Arabii Saudyjskiej istniał formalny system punktowej oceny obywateli analogiczny do chińskiego social credit. Jednak integracja danych i zaawansowana analityka pozwalają na niejawne profilowanie i rangowanie ludzi według kryteriów bezpieczeństwa. Przykładowo, osoby krytyczne wobec rządu mogą trafiać na czarne listy i być objęte szczególnym nadzorem (blokada awansów, trudności z uzyskaniem pozwoleń itp.) – co de facto stanowi „punktową” negatywną ocenę obywatela, choć niewidoczną publicznie.
- Drony, monitoring internetowy i spyware: W arsenale nadzoru znajdują się także drony patrolujące przestrzeń publiczną (wykorzystywane np. w Dubaju do dodatkowego monitorowania tłumów), jak i rozbudowane mechanizmy inwigilacji komunikacji elektronicznej. Służby monitorują internet pod kątem wpisów krytycznych i komentarzy w mediach społecznościowych. Znane są przypadki przechwytywania prywatnych wiadomości SMS i e-mail oraz skanowania ruchu sieciowego w celu wychwycenia treści „wrażliwych” politycznie. Rządy Zatoki stosują przy tym najnowocześniejsze narzędzia hakerskie. ZEA było wielokrotnie oskarżane o użycie spyware Pegasus izraelskiej firmy NSO Group – tego samego, które służyło m.in. do włamań na telefony dziennikarzy i działaczy na całym świecie. W 2018 ujawniono, że służby Emiratów infekowały Pegasusem telefon znanego obrońcy praw człowieka Ahmeda Mansoora, by wydobyć z niego dowody do oskarżenia o „szkodzenie reputacji państwa”. Mansoor został skazany na 10 lat więzienia, a materiały z jego prywatnego telefonu (uzyskane Pegasusem) wykorzystano jako dowód w sądzie. Również Arabia Saudyjska stosowała Pegasusa – głośna była sprawa domniemanego szpiegowania nim współpracowników zamordowanego dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego w 2018 r. Ponadto, ZEA zbudowały własne zdolności hakerskie – zatrudniono do tego celu zachodnich specjalistów (m.in. byłych oficerów NSA) w ramach projektu o kryptonimie „Project Raven”, realizowanego przez firmę DarkMatter. Ten tajny zespół włamywał się na konta e-mail, telefony i komputery wskazanych osób (aktywistów, dziennikarzy, a nawet przywódców obcych państw), działając na zlecenie władz Abu Zabi. Działania takie świadczą, że nadzór cyfrowy w Zatoce to nie tylko kamery na ulicach, ale i ofensywna cyberinwigilacja – często wykraczająca poza granice kraju.
Podsumowując, kraje Zatoki Perskiej stworzyły wielowarstwowy ekosystem nadzoru. Obejmuje on zarówno fizyczną infrastrukturę monitoringu (kamery, czujniki, drony), połączoną z biometryczną identyfikacją i sztuczną inteligencją, jak i cyfrowe środki kontroli (aplikacje, inwigilacja internetu, spyware). W efekcie wytworzono coś na kształt panoptykonu XXI wieku – społeczeństwa, gdzie praktycznie każda aktywność obywatela (w świecie rzeczywistym i online) może być zarejestrowana i przeanalizowana przez władze.
Struktura infrastruktury i zaangażowane firmy
Rozwój tak zaawansowanych systemów nadzoru wymaga potężnej infrastruktury technicznej oraz udziału wyspecjalizowanych firm – zarówno lokalnych, jak i międzynarodowych. ZEA i Arabia Saudyjska, dysponując znacznymi środkami finansowymi, stworzyły rozbudowaną infrastrukturę nadzoru technologicznego i przyciągnęły partnerów z branży high-tech.
Centralne centra dowodzenia i platformy danych: W obu krajach powstały dedykowane jednostki zarządzające systemami monitoringu. W Abu Zabi działa Abu Dhabi Monitoring and Control Centre (ADMCC) – centrum dowodzenia obsługujące m.in. system Falcon Eye. Podobnie Dubaj ma swój Police Command and Control Center, do którego spływa obraz ze setek tysięcy kamer rozlokowanych w emiracie. Wszystkie kamery w mieście (w tym należące do różnych agencji rządowych) są zintegrowane i dostarczają na żywo materiał wideo do centralnej bazy. Dzięki temu służby mogą w jednym miejscu obserwować sytuację w kluczowych punktach – od atrakcji turystycznych, przez transport publiczny, po arterie drogowe. Centralne systemy wykorzystują chmurę obliczeniową i centra danych o ogromnej pojemności, zdolne do przechowywania i przetwarzania petabajtów informacji (nagrania wideo HD, profile biometryczne, logi komunikacyjne). Arabia Saudyjska również inwestuje w wielkie huby danych i platformy AI. W 2023 r. ogłoszono partnerstwo z firmą Nvidia, w ramach którego saudyjski start-up Humai (finansowany przez fundusz państwowy) otrzyma 18 000 najnowszych chipów AI od Nvidii. Umożliwi to zbudowanie w Królestwie zaawansowanych centrów danych AI – Saudyjczycy planują stać się regionalnym liderem w tej dziedzinie. Wart uwagi jest fakt, że władze nie stworzyły dotąd niezależnego regulatora AI – wręcz przeciwnie, przyjęto liberalne podejście „laissez-faire”, aby przyciągać inwestycje, co oznacza brak ograniczeń prawnych w użyciu AI przez instytucje państwowe.
Lokalne korporacje technologiczne: ZEA zbudowały własne czempiony technologiczne, ściśle powiązane z aparatem władzy. Najważniejszą z nich jest Group 42 (G42) – konglomerat z Abu Zabi skupiający spółki z obszaru sztucznej inteligencji, analizy big data i usług w chmurze. Na czele rozwoju AI w ZEA stoi szejk Tahnoon bin Zayed Al Nahyan (doradca ds. bezpieczeństwa narodowego i brat prezydenta), dysponujący aktywami rzędu 1,5 bln USD. Poprzez G42 i pokrewne fundusze (np. AI and Digital Economy Fund) ZEA inwestują miliardy w projekty AI i nadzoru. G42 nawiązała współprace z globalnymi gigantami technologicznymi, takimi jak IBM czy Microsoft. To pozwala Emiratom korzystać z najnowszych rozwiązań (np. usług chmurowych Azure) przy jednoczesnym zachowaniu kontroli państwa nad infrastrukturą. Warto dodać, że G42 była powiązana ze skandalem wokół aplikacji ToTok – pozornie zwykłego komunikatora, który okazał się masowym narzędziem szpiegowskim. Aplikacja ta, stworzona przez firmę powiązaną z G42, zbierała dane rozmów i lokalizacji użytkowników; w 2019 r. została usunięta ze sklepów Google i Apple po ujawnieniu jej prawdziwego przeznaczenia.
W Abu Zabi działała też firma DarkMatter, oficjalnie zajmująca się cyberbezpieczeństwem, a faktycznie prowadząca operacje ofensywne (wspomniany Project Raven). DarkMatter rekrutowała specjalistów z USA i Europy, by na zlecenie rządu Emiratów hakować przeciwników politycznych i obce podmioty. Po serii negatywnych publikacji (Reuters ujawnił szczegóły Project Raven w 2019 r.), reputacja DarkMatter ucierpiała – firma została przemianowana i włączona w nowy holding (Edge Group), który skupia przemysł zbrojeniowo-technologiczny ZEA. Edge Group oraz powiązane spółki (np. Presight AI) kontynuują prace nad zaawansowanymi systemami nadzoru, łącząc je z technologiami wojskowymi (np. drony, systemy rozpoznawcze dla armii).
Arabia Saudyjska, choć później zaczęła cyfryzację, również tworzy własne struktury. Kluczową rolę pełni Saudyjski Urząd ds. Danych i AI (SDAIA) – agencja rządowa ustanowiona w 2019 r., nadzorująca integrację AI w sektorze publicznym. SDAIA koordynuje projekty od inteligentnego monitoringu po analitykę dużych zbiorów danych administracyjnych. Arabia Saudyjska przyciąga też zagraniczne firmy do lokowania inwestycji w Królestwie – np. chiński Huawei zbudował we współpracy z saudyjskim operatorem Zain infrastrukturę 5G w oparciu o własny sprzęt, a w powstającym megaprojekcie miasta NEOM kluczowe rozwiązania chmurowe ma dostarczyć chińska Alibaba. Dzięki tym partnerstwom Saudyjczycy unowocześniają swoją sieć telekomunikacyjną i bazę sprzętową, co jest fundamentem dla aplikacji nadzorczych (szybka sieć 5G ułatwia np. streaming obrazu z kamer w jakości HD w czasie rzeczywistym).
Międzynarodowi dostawcy technologii nadzoru: Państwa Zatoki szeroko korzystają z rozwiązań importowanych. Oprócz wspomnianych chińskich koncernów (Huawei – sieci, Hikvision i Dahua – sprzęt CCTV), na rynku obecni są producenci z Zachodu i Izraela. Jak wspomniano, Pegasus (NSO Group) trafił do ZEA i Arabii Saudyjskiej, dając tym reżimom niespotykane możliwości podsłuchiwania smartfonów. Władze emirackie chętnie kupują także zachodni software do inwigilacji internetu – raport NY Times wskazał, że ZEA stały się globalnym hubem sprzedaży inwazyjnych technologii nadzoru i regularnie używają ich na własnej ludności. Stany Zjednoczone do niedawna ograniczały eksport najbardziej zaawansowanych technologii AI do krajów autorytarnych, jednak jak pokazuje przykład umowy z 2025 r. (dostawy chipów Nvidia do Arabii Saudyjskiej), następuje pewne poluzowanie restrykcji. Budzi to zaniepokojenie organizacji praw człowieka, które wskazują, iż przekazywanie tak potężnych narzędzi przetwarzania danych w ręce reżimów o autorytarnych zapędach może przyczynić się do intensyfikacji cyfrowej inwigilacji.
Trzeba też wspomnieć o nietypowym kierunku współpracy – Izrael. Mimo braku oficjalnych relacji dyplomatycznych do 2020 r., Emiraty od lat kupowały izraelskie technologie bezpieczeństwa. Przykładowo, system Falcon Eye – jak wykazano – został zainstalowany przez izraelskich wykonawców (firma Asia Global Technology kontrolowana przez M. Kochaviego). Izraelczycy, dysponujący doświadczeniem zdobytym na terytoriach okupowanych (gdzie testują masową inwigilację Palestyńczyków), stali się naturalnym partnerem dla państw Zatoki szukających skutecznych rozwiązań do kontroli populacji. Po normalizacji stosunków (porozumienia Abrahama 2020) kanały tej współpracy staną się jeszcze szersze.
Elementy infrastruktury „Smart City”: W koncepcji inteligentnych miast, forsowanej np. w NEOM czy Dubaju, infrastruktura nadzoru jest wbudowana w tkankę urbanistyczną. Latarnie uliczne wyposażone w kamery i czujniki co 250 metrów, wszechobecne Wi-Fi publiczne zbierające dane z urządzeń, smart kolumny alarmowe, systemy analizy ruchu drogowego – to wszystko integruje się w jeden ekosystem. Władze Egiptu i Saudyjczyków planujące nowe miasta przyszłości otwarcie mówią, że każda ulica będzie naszpikowana sensorami dla celów bezpieczeństwa i zarządzania. Przykładowo, saudyjskie plany dla NEOM (a konkretnie liniowego miasta The Line) zakładają brak tradycyjnych samochodów, ale za to pełen nadzór nad ruchem pieszym i transportem publicznym poprzez kilkadziesiąt tysięcy kamer i czujników. W Egipcie w nowej stolicy administracyjnej ma działać 6 000 kamer monitorujących ludzi i pojazdy oraz system rozpoznający „podejrzane zachowania”. Infrastruktura chmurowa do obsługi tych danych bywa dostarczana przez globalne firmy – np. amerykański Oracle wygrał przetarg na City Cloud w Dubaju, a europejskie firmy Siemens czy Thales uczestniczą w projektach bezpieczeństwa inteligentnych miast w regionie (dostarczając systemy analizy danych).
Ogólnie, kraje Zatoki stworzyły mieszankę: lokalne podmioty pełnią często rolę integratorów i operatorów (zapewniając lojalność polityczną systemu), podczas gdy technologie i sprzęt pochodzą z zewnątrz – z Chin, Izraela, USA czy Europy. Taka architektura przynosi korzyści obu stronom: reżimy uzyskują dostęp do najnowszych zdobyczy nadzoru, a firmy technologiczne – intratny rynek z minimalnymi restrykcjami co do użycia ich produktów.
Społeczny wpływ systemów nadzoru
Intensyfikacja technologicznego nadzoru obywateli ma daleko idące konsekwencje społeczne, psychologiczne i kulturowe. Zmienia się relacja władzy z obywatelami, kształtują się nowe postawy społeczne, a życie codzienne podlega subtelnym (i niesubtelnym) przemianom. Poniżej omówiono najważniejsze obserwowane i przewidywane skutki.
Efekt panoptykonu i samocenzura: Wszechobecna inwigilacja działa niczym słynny panoptykon – ludzie świadomi bycia obserwowanymi zmieniają swoje zachowania. Badania psychologiczne dowodzą, że ciągły monitoring wywołuje nieufność, konformizm i hamuje oryginalność. W społeczeństwach Zatoki już zaobserwowano „efekt mrożący” na dyskurs publiczny – obywatele unikają otwartego wyrażania krytycznych opinii z obawy przed konsekwencjami. W ZEA praktycznie zanikła niezależna społeczeństwo obywatelskie, a samocenzura stała się powszechna. Ludzie wiedzą, że każdy ich wpis w internecie może być odczytany przez służby, każda rozmowa przez komunikator potencjalnie przechwycona, a spacer ulicą – nagrany i zidentyfikowany. Prowadzi to do permanentnego poczucia nadzoru, co ma skutki psychologiczne: wzrost poziomu stresu, lęku przed pomyłkowym naruszeniem jakiejś normy oraz rezygnacja z działań mogących wzbudzić zainteresowanie władz. Kreatywność i krytyczne myślenie młodych ludzi mogą być przygaszone – jeśli innowacyjność wymaga swobody eksperymentu i kwestionowania status quo, to klimat inwigilacji temu nie sprzyja. Jak ujął to jeden z komentatorów, rząd prowadzący masową inwigilację nie może naprawdę cenić innowacyjności ani krytycyzmu. Społeczeństwo staje się bardziej jednorodne w przekazie – konformizm jest mechanizmem obronnym (lepiej wtapiać się w tłum niż się wyróżniać pod okiem Wielkiego Brata).
Relacje władza–obywatel: W państwach autorytarnych od dawna istniała asymetria władzy, jednak masowy nadzór technologiczny jeszcze ją pogłębia. Rząd dysponuje bezprecedensową „widocznością” populacji – może śledzić nie tylko jawne działania (protesty, wypowiedzi publiczne), ale też codzienne nawyki, sieci społeczne obywateli, ich przemieszczanie się, a nawet emocje (próby rozpoznawania nastroju z wyrazu twarzy są już rozwijane). Obywatele natomiast nie mają wglądu w działania władz – systemy nadzoru są często tajne lub ich algorytmy niejawne, brak też niezależnych mediów, które mogłyby patrzeć rządzącym na ręce. Powstaje model „cyfrowego paternalizmu”: władza przedstawia się jako wszechwiedzący opiekun, który dla dobra społeczeństwa kontroluje każdy aspekt życia. Taka narracja może być przez część społeczeństwa akceptowana – szczególnie rodowici obywatele Zatoki (często beneficjenci rentierstwa) ufają monarchii i wierzą, że nadzór służy utrzymaniu stabilności i dobrobytu. Jednak dla innych, zwłaszcza mniejszości oraz dysydentów, oznacza to życie w ciągłym poczuciu zagrożenia ze strony państwa. Relacja władza–obywatel upodabnia się do układu nadzorca–nadzorowany, gdzie brak jest przestrzeni na oddolną kontrolę czy negocjację praw. Może to rodzić głębokie poczucie bezsilności wśród obywateli sprzeciwiających się polityce władz – ponieważ system szybko wyłapie ich aktywność i zdusi protest w zarodku. Jednocześnie władza dzięki nadzorowi utrzymuje aurę wszechmocy i wszechobecności, co samo w sobie zniechęca do sprzeciwu (obywatele zakładają, że i tak „nie da się ukryć” żadnej opozycji). To sprzężenie zwrotne wzmacnia autorytarną kontrolę.
Wpływ kulturowy i na życie codzienne: Kultury państw Zatoki, tradycyjnie, kładły nacisk na reputację, honor rodziny oraz przestrzeganie norm religijnych. Już przed erą cyfrową istniały mechanizmy społeczne kontroli (np. policja religijna w Arabii Saudyjskiej pilnująca przestrzegania zasad wahhabizmu). Wprowadzenie technologii przeniosło te zjawiska na nowy poziom. Nadzór kamer może wpływać na zachowanie w przestrzeni publicznej w sferze obyczajowej – ludzie są świadomi, że np. publiczne okazywanie uczuć, strój niezgodny z normą czy spożywanie niedozwolonych substancji może zostać zarejestrowane i użyte przeciw nim. Nawet jeśli formalnie nastąpiła liberalizacja niektórych restrykcji (np. zniesienie patrolowania stroju przez mutawę w KSA), to obecność kamer i AI oznacza, że wykroczenia mogą być dalej automatycznie wykrywane (np. identyfikacja osoby, która pije alkohol w niedozwolonym miejscu, poprzez analizę obrazu). W rezultacie może dochodzić do wewnętrznej adaptacji kulturowej: ludzie uczą się „żyć w cieniu kamer”, dostosowując swoje zwyczaje tak, by nie zwracać na siebie uwagi systemu. Z drugiej strony, część społeczeństwa może odczuwać wzrost poczucia bezpieczeństwa. Na przykład kobiety w Dubaju czy Rijadzie mogą uważać, że dzięki monitoringowi czują się bezpieczniej na ulicach nocą, bo ewentualny napastnik zostanie szybciej ujęty. Władze chętnie podkreślają, że nadzór przyczynia się do niskiej przestępczości – Arabia Saudyjska szczyci się jednym z najniższych wskaźników przestępczości na świecie, co przypisuje surowemu prawu i skutecznemu egzekwowaniu (w tym przez inwigilację). Dubaj z kolei raportuje, że kamery Oyoon pomogły w wykryciu i aresztowaniu 319 poszukiwanych przestępców w ciągu jednego roku. Takie dane są nagłaśniane w mediach, budując akceptację dla nadzoru wśród obywateli, którzy nie mają kryminalnych zamiarów – słyszą komunikat: „systemy te łapią przestępców, więc uczciwi ludzie nie powinni się martwić”. Niemniej, granica między „uczciwym obywatelem” a „wrogiem państwa” bywa płynna – w autokracji krytyk rządu bywa traktowany jak przestępca czy zdrajca. Stąd nawet ludzie niełamiący prawa pospolitego mogą nie czuć się pewnie, jeśli np. wyrazili w prywatnym gronie dezaprobatę dla polityki rządu (być może podsłuchani). Ogólnie, kultura społeczna przesuwa się w stronę większego dystansu i formalizacji interakcji – świadomość monitoringu hamuje spontaniczność. Niektórzy socjologowie mówią wręcz o powstaniu „społeczeństwa spektaklu odwrotnego” – to nie obywatele oglądają show władzy, lecz władza ogląda codzienny spektakl życia obywateli, interweniując gdy scenariusz odbiega od normy.
Wykluczenie i nierówności: Warto zauważyć, że masowy nadzór może różnie wpływać na różne grupy społeczne. W krajach Zatoki większość populacji stanowią imigranci zarobkowi o ograniczonych prawach. To właśnie oni mogą być najbardziej podatni na dyskryminacyjne działanie algorytmów nadzoru. Jeśli systemy AI są trenowane na danych uprzedzonych (np. uznają pewne narodowości za bardziej skłonne do naruszeń), może dochodzić do profilowania etnicznego. Już wcześniej w krajach takich jak ZEA istniało nieformalne sortowanie ludzi (np. pracownicy z Azji Południowej podlegają większym restrykcjom niż bogaci ekspaci z Zachodu). Automatyzacja nadzoru może te podziały utrwalić – np. kamery mogą częściej „wybierać” do kontroli osoby o określonym wyglądzie. Ponadto, obywatele o krytycznych poglądach politycznych, obrońcy praw człowieka, mniejszość szyicka w Arabii Saudyjskiej – wszystkie te grupy mogą stać się celami szczególnej inwigilacji. W bazach danych zapewne figurują „znaczniki” lub listy osób niepożądanych, co skutkuje tym, że takie osoby są ciągle monitorowane, zatrzymywane na przesłuchania czy nękane w inny sposób. Społecznie tworzy się klimat podejrzliwości: ludzie boją się otaczać „problemowymi” znajomymi, by nie ściągnąć na siebie uwagi. Może to prowadzić do izolacji społecznej jednostek, które zostały napiętnowane przez system (np. rodziny dysydentów mogą być omijane przez resztę lokalnej społeczności ze strachu, że znajomość będzie odnotowana).
Podsumowując, społeczny koszt technologicznego nadzoru w krajach Zatoki jest ogromny. Zapewnienie deklarowanego bezpieczeństwa odbywa się kosztem wolności osobistej, prywatności i zaufania społecznego. Powstaje społeczeństwo, które z jednej strony jest uspokojone (brak protestów, niska przestępczość), ale z drugiej – wyjałowione z pluralizmu, innowacji oddolnej i odwagi cywilnej. Długofalowe efekty mogą objawiać się w kulturze politycznej: obywatele przyzwyczajeni do stałej kontroli mogą tracić nawyk aktywnego uczestnictwa w życiu publicznym, stając się biernymi obserwatorami (w myśl zasady „rząd i tak zrobi, co zechce – widzi wszystko, więc opór nie ma sensu”).
Aspekty prawne i prawa człowieka
Legalność stosowania zaawansowanych systemów nadzoru w ZEA i Arabii Saudyjskiej należy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach: prawa wewnętrznego tych państw oraz zobowiązań prawa międzynarodowego (praw człowieka). Oba kraje starają się tworzyć pozory zgodności z normami, jednak w praktyce ich ramy prawne pozwalają na głęboki nadzór kosztem praw obywateli.
Prawo krajowe – nadzór umocowany w ustawach szczególnych: Zarówno ZEA, jak i Arabia Saudyjska w ostatnich latach wprowadziły nowe regulacje dotyczące cyberbezpieczeństwa, zwalczania przestępczości elektronicznej i ochrony danych osobowych. Niestety, przepisy te częściej wzmacniają uprawnienia władzy niż chronią prywatność obywateli. Przykładowo ZEA w 2021 r. znowelizowały prawo o cyberprzestępczości (Federal Law No. 34/2021), zaostrzając kary za szeroko zdefiniowane czyny jak „rozpowszechnianie fałszywych informacji” czy krytykowanie władz online. Przepisy te de facto sankcjonują inwigilację internetu – skoro karalne jest nawet udostępnienie „plotki” w mediach społecznościowych, służby mogą monitorować komunikację masowo, by wyłapywać takie przypadki. Ponadto nowe prawo zastąpiło wcześniejszą ustawę z 2012 r., znaną z represyjności – co wskazuje, że zamiast liberalizacji nastąpiło utrwalenie reżimu cenzury i nadzoru.
ZEA i Arabia Saudyjska wprowadziły też ustawy o ochronie danych osobowych (po raz pierwszy na szczeblu federalnym). W ZEA jest to Federalny Dekret-Law No. 45 z 2021 r., a w Arabii Saudyjskiej – Personal Data Protection Law (PDPL) wydane w 2021 (które weszło w życie z opóźnieniem, po poprawkach, w 2023 r.). Ustawy te na papierze wyglądają nowocześnie – ustanawiają prawa podmiotów danych (jak prawo dostępu, sprostowania, usunięcia), obowiązek uzyskiwania zgody na przetwarzanie w określonych sytuacjach, wymagania co do bezpieczeństwa danych itp.. Rząd Saudów chwali się, że PDPL „zapewnia jasne wytyczne dla zbierania, przetwarzania i udostępniania danych, gwarantując ochronę prywatności jednostek”. W ZEA analogicznie mówi się o „kompleksowych ramach prawnych gwarantujących poufność informacji i prywatność osób”. Jednak ekspertom wskazują na luki i wyłączenia: w obu przypadkach prawo nie ogranicza przetwarzania danych przez organy państwowe w imię bezpieczeństwa narodowego. W saudyjskiej ustawie PDPL Ministerstwo jest uprawnione do zwolnienia agend rządowych z obowiązków ustawy, jeśli uzna przetwarzanie danych za istotne dla bezpieczeństwa lub interesu publicznego. W Emiratach wiele emirackich instytucji (zwłaszcza w sektorze bezpieczeństwa) nie podlega federalnemu prawu ochrony danych – często korzystają one z odrębnych przepisów emiratu Abu Zabi czy Dubaju, które mogą ustanawiać własne wyjątki. W efekcie, chociaż oficjalnie kraje te sygnalizują przywiązanie do standardów międzynarodowych ochrony danych, to w praktyce dane obywateli mogą być dowolnie wykorzystywane przez służby. Ustawy PDPL służą głównie budowaniu zaufania inwestorów i wymianie handlowej (aby firmy zachodnie mogły przekazywać dane do Zatoki), natomiast nie zapewniają ochrony przed nadzorem państwowym. Potwierdza to także analiza organizacji pozarządowych: „nawet jeśli prawo o prywatności istnieje, może nie być efektywnie wdrażane ani egzekwowane” w realiach autorytarnych.
Brak niezależnego nadzoru i kontroli sądowej: Istotnym problemem jest, że w krajach tych brak niezależnych instytucji mogących kontrolować działania służb. Nie istnieją odpowiedniki zachodnich organów ochrony danych osobowych z realnymi uprawnieniami wobec agend rządowych. Społeczeństwo obywatelskie (NGOsy, wolne media) również nie ma możliwości audytu systemów nadzoru – jak wspomniano, niezależna działalność jest tłumiona. Sądowe mechanizmy kontroli (np. wymóg zgody sądu na inwigilację) praktycznie nie funkcjonują, bo sądy podporządkowane są woli politycznej panujących. W Arabii Saudyjskiej np. nakazy aresztowania czy przeszukania w sprawach „bezpieczeństwa państwa” wydaje specjalna prokuratura i sąd tajny, a nie cywilny sąd powszechny. Trudno więc mówić o jakiejkolwiek kontroli legalności operacji nadzoru – wszystko owiane jest klauzulą tajemnicy państwowej. W rezultacie obywatel nie ma dokąd zgłosić naruszenia prywatności. Nawet jeśli teoretycznie PDPL przewiduje prawo do skargi na podmiot przetwarzający dane, to w praktyce nie dotyczy to np. Ministerstwa Spraw Wewnętrznych czy Agencji Wywiadu, bo te formalnie „nie przetwarzają danych osobowych” – one chronią bezpieczeństwo.
Zgodność z prawami międzynarodowymi: Na poziomie międzynarodowym zarówno ZEA, jak i Arabia Saudyjska mają ograniczone zobowiązania w zakresie praw człowieka. Żaden z tych krajów nie ratyfikował Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych (MPPOiP), który w art. 17 gwarantuje prawo do prywatności i ochrony przed arbitralną ingerencją w życie osobiste. Oznacza to, że formalnie nie podlegają one kontroli Komitetu Praw Człowieka ONZ odnośnie przestrzegania tego prawa. Co prawda jako członkowie ONZ uznają Powszechną Deklarację Praw Człowieka, której art. 12 również stanowi o prawie do prywatności, lecz Deklaracja ma charakter niewiążący prawnie. W praktyce ZEA i KSA ignorują standardy międzynarodowe, traktując kwestie prywatności i nadzoru jako wewnętrzną sprawę suwerenności. Podczas okresowych przeglądów ONZ (UPR) te kraje odrzucały zalecenia dotyczące ratyfikacji MPPOiP czy zwiększenia wolności obywatelskich.
Sytuacja prawna w zakresie wolności słowa i prywatności jest zatem skrajnie niesymetryczna w stosunku do standardów demokracji liberalnych. W raporcie Human Rights Watch podkreślono, że masowa inwigilacja i stosowanie rozpoznawania twarzy w przestrzeni publicznej naruszają międzynarodowe standardy praw człowieka. Normy ONZ wymagają, by ograniczenia prawa do prywatności były proporcjonalne, konieczne i przewidziane prawem – w kontekście Zatoki trudno uznać, że tak rozległy i ciągły nadzór spełnia te kryteria. Ingerencja jest masowa, prewencyjna i tajna, co stoi w sprzeczności np. z wytycznymi Rady Praw Człowieka ONZ (podkreślającymi potrzebę minimalizacji zbieranych danych, czasu retencji, niezależnej zgody itp.). Dodatkowo, prawo do prywatności jest powiązane z prawem do wolności wypowiedzi (art. 19 MPPOiP) – gdy ludzie są inwigilowani, zamiera wolność słowa. A brak wolności słowa w ZEA i KSA jest udokumentowany: penalizuje się tam krytykę władz, co HRW określa mianem „zerowej tolerancji dla krytyki”. Zatem nie tylko prywatność jest łamana, ale i szereg innych praw: wolność słowa, wolność zrzeszania się (skoro zgromadzenia mogą być identyfikowane i rozbijane), prawo do niebycia arbitralnie zatrzymanym (bo nadzór ułatwia arbitralne aresztowania), a nawet prawo do niedyskryminacji (gdy algorytmy stronniczo traktują grupy).
Brak ochrony prawnej jednostki: Osoba poszkodowana działaniami nadzoru (np. błędnie zidentyfikowana przez AI i zatrzymana) nie ma realnych środków odwoławczych. Sądy w państwach Zatoki rzadko podważają działania służb bezpieczeństwa. Nie istnieje zasada exclusionary rule (jak w USA), że dowód zdobyty nielegalnie jest niedopuszczalny – wręcz przeciwnie, w sprawach politycznych dowody ewidentnie pozyskane inwigilacją (np. zhakowane wiadomości) są używane przeciw oskarżonym. Co więcej, prawnicy i obrońcy praw człowieka z zagranicy często nie mają wstępu ani możliwości pomocy aresztowanym działaczom w ZEA czy KSA, więc i droga do skarg międzynarodowych jest utrudniona.
Konkluzja prawna: Systemy technonadzoru w państwach Zatoki działają w szarej strefie prawnej – wspierane ogólnikowymi przepisami o bezpieczeństwie, osłonięte tajemnicą, bez realnego zewnętrznego nadzoru. Są sprzeczne z duchem międzynarodowych standardów praw człowieka. Władze używają retoryki legalizmu (nowe ustawy, deklaracje poszanowania prywatności), ale równocześnie zastrzegają sobie nieograniczone wyjątki. Organizacje praw człowieka biją na alarm, że praktyki ZEA i KSA „naruszają prawo do prywatności, wolność słowa i prowadzą do nadużyć ze strony rządu”. Niestety, brak jest mechanizmów egzekucji prawa międzynarodowego, które zmusiłyby te bogate reżimy do zmiany kursu.
Narracja polityczna: bezpieczeństwo kontra wolność
Wdrażaniu technologii nadzoru w krajach Zatoki Perskiej towarzyszy starannie kształtowana narracja polityczna. Władze uzasadniają rozbudowę systemów inwigilacji koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa i modernizacji kraju, starając się przekonać społeczeństwo (oraz społeczność międzynarodową), że korzyści przeważają nad utratą części wolności obywatelskich. Z drugiej strony, krytycy wskazują, że retoryka ta jest jednostronna – „bezpieczeństwo” staje się hasłem usprawiedliwiającym autorytaryzm, a „wolność” obywateli jest świadomie pomniejszana.
Oficjalne uzasadnienia – bezpieczeństwo, porządek, rozwój: Przywódcy ZEA i Arabii Saudyjskiej niemal przy każdej okazji podkreślają, że stabilność kraju i ochrona mieszkańców są najwyższym priorytetem. W narracji tej technologie nadzoru jawią się jako niezbędne narzędzia do walki z przestępczością, terroryzmem, a nawet drobnymi naruszeniami ładu publicznego. Przykładowo, kiedy Abu Zabi uruchamiała system Falcon Eye, oficjalny komunikat głosił, że będzie on „pomagać kontrolować ruch na drogach poprzez monitorowanie wykroczeń, a także obserwować istotne zachowania w mieście (Abu Zabi) takie jak utrzymanie czystości i gromadzenie się ludzi w miejscach do tego nieprzeznaczonych”. Generał al-Romaithi (szef policji Abu Zabi) oświadczył, że Falcon Eye jest „częścią wizji emiratu, by budować ufne i bezpieczne społeczeństwo oraz zrównoważoną i otwartą, konkurencyjną gospodarkę”. Te słowa doskonale oddają retorykę łączącą bezpieczeństwo z nowoczesnością i dobrobytem. Rząd Dubaju mówi wprost o ambicji bycia „najbezpieczniejszym miastem świata” dzięki AI i kamerom. Szejk Mohammed bin Rashid Al Maktoum (władca Dubaju) chwalił się publicznie, że w jego mieście działa „sieć ponad 300 000 kamer oraz drony, by osiągnąć cel zero przestępstw”. W Arabii Saudyjskiej z kolei podkreśla się wątek antyterrorystyczny – kraj ten faktycznie doświadczył w przeszłości zamachów (początek lat 2000) oraz jest celem ataków rakietowych ze strony jemeńskich rebeliantów Huti. W takim kontekście społeczeństwu łatwiej przyjąć argumenty o konieczności ciągłej czujności. W retoryce saudyjskiej często pojawia się sformułowanie o „ochronie przed ekstremizmem i wrogimi elementami”. Systemy nadzoru są przedstawiane jako „tarcza” chroniąca obywateli – rząd przyjmuje rolę dobrotliwego strażnika, który w zamian za posłuszeństwo gwarantuje bezpieczeństwo.
Drugim filarem narracji jest modernizacja i wygoda. Nadzór technologiczny sprzedawany jest jako element budowania smart society. Rząd wskazuje na praktyczne udogodnienia: szybsze reagowanie policji (Dubaj chwali się średnim czasem dojazdu na nagłe wezwania 2,33 minuty – dużo poniżej celu 6 minut), zmniejszenie korków dzięki inteligentnemu zarządzaniu ruchem, personalizowane usługi publiczne (np. w NEOM ma działać platforma zgłaszania problemów miejskich przez appkę). Aparat władzy stara się więc zbudować pozytywny obraz tych technologii: obywatele mają je postrzegać jako innowacje poprawiające jakość życia. Narracja sukcesu ekonomicznego (dywersyfikacja gospodarki o sektor hi-tech) splata się z narracją bezpieczeństwa. Przywódcy podkreślają, że bez stabilności nie będzie inwestycji i postępu – a stabilność wymaga kontroli i prewencji zagrożeń.
„Nic do ukrycia – niczego się nie obawiasz”: Niejawnym, ale wyczuwalnym elementem dyskursu jest argumentacja, że uczciwym ludziom nadzór nie szkodzi. Skoro kamery wychwytują przestępców, to jeśli nie jesteś przestępcą, nie masz powodów do sprzeciwu – tak sugerują przekazy rządowe. Ten sposób myślenia odbija się np. w artykułach prorządowych mediów, które chwalą mieszkańców Dubaju za zgłaszanie (poprzez aplikację) naruszeń prawa przez sąsiadów lub za poparcie dla monitoringu w meczetach, bo zwiększa to bezpieczeństwo wiernych. W krajach, gdzie i tak kultura prywatności nie była zbyt silna (na Bliskim Wschodzie większy nacisk kładziono na honor i godność rodzinny niż liberalne pojęcie prywatności jednostki), tego typu argumenty trafiają na podatny grunt. Wielu obywateli Zatoki może rzeczywiście wierzyć, że „skoro nie robię nic złego, to kamery mi nie przeszkadzają, a mogę czuć się bezpieczniej”. Władze po cichu wzmacniają taką postawę – np. poprzez programy społeczne zachęcające do współpracy z policją, czy kampanie pokazujące przestępców ujętych dzięki technice.
Tłumienie krytyki i alternatywnych narracji: Równolegle do promowania własnej wersji wydarzeń, reżimy aktywnie tłumią wszelką krytykę technonadzoru. Otwarte wypowiedzenie obaw o prywatność mogłoby zostać zinterpretowane jako krytyka władz (czyli czyn karalny). Zresztą nieliczni, którzy próbowali to czynić, zostali uciszeni. Przykładem jest sprawa Ahmeda Mansoora w ZEA – pisał on m.in. o naruszaniu prywatności przez rząd, za co został skazany za „szkodzenie reputacji państwa”. Takie przypadki pełnią rolę ostrzeżenia. W efekcie debata publiczna w tych krajach niemal nie istnieje – jest zastąpiona przekazem kontrolowanym przez państwo. Gdy ZEA szykowały się do organizacji szczytu klimatycznego COP28 (2023), HRW ostrzegła przyjezdnych, że od momentu lądowania w Dubaju będą poddani intensywnej inwigilacji (skany twarzy i tęczówek na lotnisku, identyfikacja przez kamery w mieście). Rzecznik HRW wezwał rząd, by zapewnił delegatom wolność od nadzoru, bo „negocjacje nie powiodą się, jeśli delegaci nie mogą komunikować się bez obaw”. Odpowiedzią władz emirackich było milczenie – w oficjalnych komunikatach konferencyjnych pominięto wątek nadzoru, a media lokalne przedstawiały Emiraty jako kraj bezpieczny i nowoczesny, przemilczając apele o poszanowanie prywatności.
„Bezpieczeństwo narodowe” jako karta przetargowa: Narracja polityczna wykorzystuje też argument suwerenności – rządy Zatoki twierdzą, że model zachodni nie rozumie lokalnych zagrożeń. Po Arabskiej Wiośnie 2011 r. (która mocno przestraszyła monarchie Zatoki) przekonanie to tylko się umocniło. Przywódcy zauważyli, że media społecznościowe mogą zagrozić reżimowi, więc zinterpretowali masową inwigilację jako być albo nie być dla przetrwania państwa. W ich narracji nadzór to narzędzie utrzymania pokoju społecznego i uniknięcia chaosu takiego, jaki ogarnął Syrię czy Libię. Argumentują, że prawa jednostki muszą czasem ustąpić przed dobrem ogółu i ciągłości państwa – a w regionie pełnym konfliktów i wrogich wpływów (aluzja do Iranu, ekstremistów itp.) jakikolwiek demontaż aparatu bezpieczeństwa byłby nieodpowiedzialny. Ten dyskurs bezpieczeństwa jest trudny do podważenia wewnątrz kraju, bo odwołuje się do egzystencjalnego strachu: strachu przed terroryzmem, wojną domową, anarchią.
Polaryzacja: Zachód vs my: Ciekawym elementem jest retoryka niektórych urzędników Zatoki, którzy nie wprost, ale zaznaczają różnicę wartości między „liberalnym Zachodem, który przedkłada prywatność nad bezpieczeństwo”, a „nami, którzy chronimy naszych ludzi przed zagrożeniami”. Zdarzało się słyszeć w kuluarach, że „prawa człowieka to wymysł Zachodu, a u nas liczy się stabilność i rozwój”. Po ujawnieniach Snowdena (dot. masowej inwigilacji przez NSA) oficjele arabscy z przekąsem wskazywali, że USA i tak inwigilują cały świat, więc krytyka pod adresem arabskich programów jest hipokryzją. Oczywiście oficjalnie, na arenie międzynarodowej, ZEA i KSA starają się unikać konfrontacyjnego tonu – częściej praktykują „pranie wizerunku” (whitewashing), np. finansując wydarzenia kulturalne czy dialogi międzywyznaniowe, by odciągnąć uwagę od kwestii nadzoru. Niemniej, na użytek wewnętrzny przekaz jest jasny: nasz model jest słuszny, Zachód też stosuje inwigilację, tylko się do tego nie przyznaje tak otwarcie.
Podsumowując, retoryka towarzysząca wdrażaniu technologii nadzoru w Zatoce opiera się na dychotomii „bezpieczeństwo vs wolność” rozstrzyganej zawsze na korzyść bezpieczeństwa. Władze przedstawiają się jako dobroczyńcy zapewniający pokój i nowoczesność, a technologie jako neutralne narzędzia służące społeczeństwu. Cena w postaci ograniczenia wolności jest bagatelizowana lub przemilczana. Hasła takie jak „jeśli nie masz nic do ukrycia, to nie masz się czego bać” rezonują w przekazach oficjalnych. Z drugiej strony, z punktu widzenia wartości demokratycznych, ta narracja jest głęboko problematyczna: legitymizuje państwo inwigilujące kosztem społeczeństwa obywatelskiego. Bez wolnej debaty i kontroli, argumenty władzy pozostają jednostronne – a obywatele, nawet jeśli wewnętrznie czują niepokój, nie mają przestrzeni by to wyrazić. Retoryka bezpieczeństwa staje się zatem samospełniającym się usprawiedliwieniem dalszej ekspansji nadzoru.
Porównanie z innymi modelami nadzoru: Chiny i Zachód
Model zatoki Perskiej w zakresie technologicznego nadzoru bywa porównywany zarówno do modelu chińskiego, jak i do praktyk stosowanych w krajach zachodnich. Choć występują pewne podobieństwa z obiema stronami, w istocie nadzór w ZEA i KSA stanowi odrębne zjawisko – czerpiące inspiracje z Chin, korzystające z technologii Zachodu, ale osadzone w specyficznym kontekście monarchii absolutnych i rentierstwa.
Podobieństwa do Chin: Chińska Republika Ludowa jest obecnie symbolem państwa totalnej inwigilacji. Posiada ponad 200 milionów kamer monitoringu rozmieszczonych w miastach (to tak, jakby na jednego obywatela przypadała co najmniej jedna kamera) oraz rozwinięte systemy rozpoznawania twarzy, śledzenia telefonów, analizy mediów społecznościowych i cenzury internetu. Ponadto Chiny wdrażają system punktowej oceny obywateli (Social Credit System), który na podstawie danych z rozmaitych źródeł przyznaje „oceny” wpływające na możliwości jednostki (np. dostęp do pożyczek czy szybki internet). Wiele z tych elementów pojawia się w emiracko-saudyjskim podejściu. Przede wszystkim, skala monitoringu w niektórych miastach Zatoki zbliża się do chińskiej – Dubaj z liczbą 300 tys. kamer aspiruje do bycia jednym z najgęściej nadzorowanych miast świata (kilkanaście–kilkadziesiąt kamer na 1000 mieszkańców, co konkuruje z Pekinem czy Shenzhen). Ponadto, ZEA i KSA aktywnie importują chińskie technologie i know-how: wspomniane kamery Hikvision, Dahua czy infrastruktura Huawei. Partnerstwo cyfrowe z Chinami jest częścią geostrategii – Chiny chętnie eksportują tzw. cyfrowy autorytaryzm, czyli pakiet technologii do kontroli populacji władcom o zapędach autorytarnych. Oba modele łączy też rozmycie granic między sektorem prywatnym a państwowym przy wdrażaniu nadzoru – w Chinach firmy jak Alibaba, SenseTime czy Megvii ściśle współpracują z partią, w Emiratach czy Arabii korporacje tech (G42, STC) są powiązane z rodzinami panującymi.
Najbardziej znaczącym podobieństwem jest jednak cel polityczny: zarówno w Chinach, jak i w krajach Zatoki nadzór ma służyć utrzymaniu reżimu u władzy poprzez prewencję protestów i kontrolę społeczeństwa. W Pekinie władze otwarcie traktują cyfrową kontrolę jako „broń przeciw niepokojom społecznym”, i ta filozofia przenika na Bliski Wschód. „Broń cyfrowa” w postaci cenzury i inwigilacji jest postrzegana jako kluczowa, by autokracje nie podzieliły losu reżimów obalonych podczas Arabskiej Wiosny. Można więc stwierdzić, że ZEA/KSA naśladują Chiny pod względem zakresu i intencji nadzoru.
Mimo to istnieją pewne różnice. Chiny posiadają rozbudowaną ideologię i program lojalności (socjalistyczne wychowanie, ocena obywateli, system czerwonych linii dla dysydentów). W krajach Zatoki brak oficjalnego systemu kredytu społecznego – kontrola opiera się raczej na tradycyjnych więzach lojalności (lojalność klanowa, religijna, finansowa). Partia Komunistyczna Chin stara się też modelować „moralność obywateli” poprzez punkty – w Zatoce moralność nadzoruje się nadal w sposób bardziej uznaniowy i elitarny (decyzje służb, rozkazy księcia itp.). Skala demograficzna też robi różnicę: Chiny inwigilują 1,4 mld ludzi i musiały oprzeć system na automatyzacji AI. ZEA i KSA mają populacje rzędu 10–35 mln (z czego obywatele to 1–5 mln) – teoretycznie aparat bezpieczeństwa mógłby kontrolować tę grupę nawet tradycyjnymi metodami. Technonadzór jest więc uzupełnieniem, a nie jedyną formą kontroli (w Chinach przy 1,4 mld tylko maszyny i masowo zebrane dane mogą dostarczyć pełny obraz sytuacji). W Zatoce wciąż kluczową rolę gra wywiad ludzki i służby – tyle że wspierane teraz technologią.
Również międzynarodowy kontekst jest różny: Chiny są globalnym mocarstwem, które eksportuje swój model (co budzi przeciwdziałanie Zachodu). Kraje Zatoki to beneficjenci sojuszów z Zachodem, więc balansują – korzystają z chińskiej technologii, ale starają się utrzymać obraz umiarkowanych partnerów. ZEA np. ograniczają współpracę z Huawei tam, gdzie naciska USA (aby nie ryzykować sankcji). Można rzec, że model Zatoki to „chiński nadzór w arabskim wydaniu” – bez oficjalnej ideologii, za to w otoczce luksusu i z miksem wschodnich i zachodnich narzędzi.
Kontrast z Zachodem: Kraje zachodnie (Europa, Ameryka Płn., Japonia, Australia itp.) formalnie są demokratyczne i przywiązane do praw jednostki, co przekłada się na większe ograniczenia i nadzór nad inwigilacją. Różnice w porównaniu z Zatoką są następujące:
- Ramy prawne i kontrola: W demokracjach działają prawa chroniące prywatność (np. w UE ogólne rozporządzenie o ochronie danych – GDPR) oraz mechanizmy nadzoru nad służbami (sądy, inspektorzy danych, komisje parlamentarne). Masowa, prewencyjna inwigilacja obywateli jest co do zasady niedozwolona – np. użycie technologii rozpoznawania twarzy przez policję bywa zakazywane lub ograniczane (San Francisco w 2019 zakazało miejskim służbom stosowania rozpoznawania twarzy, UE rozważa moratorium na tę technologię w miejscach publicznych). W państwach Zatoki takich hamulców brak – tam nadzór jest normą, nie wyjątkiem.
- Skala nadzoru vs debata publiczna: Na Zachodzie co prawda również istnieje monitoring (Londyn jest naszpikowany kamerami, a USA po 11 września wprowadziły drakońskie prawa antyterrorystyczne skutkujące masowym zbiorem danych telekomunikacyjnych – ujawnionym przez Snowdena), jednak kluczowa różnica to reakcja społeczeństwa i mechanizmy korygujące. Rewelacje Snowdena wywołały ogromną debatę i pewne reformy (choćby ograniczenie programu NSA). W Emiratach czy Arabii nikt podobny do Snowdena nie miałby szans działać, a społeczeństwo nie usłyszy o skali inwigilacji od mediów. Na Zachodzie obywatele mogą do pewnego stopnia kwestionować nadzór (w sądzie lub przez głosowanie na polityków o liberalnym podejściu). W Zatoce nie ma takiej przestrzeni wyboru.
- Cel deklarowany i rzeczywisty: W demokracjach zazwyczaj podaje się konkretny cel inwigilacji (np. walka z terroryzmem). Gdy zagrożenie maleje, pojawiają się głosy o ograniczenie nadzoru. W autokracjach Zatoki cel „bezpieczeństwo” jest rozciągliwy i stale obecny – zagrożeniem może być nawet pokojowa krytyka. Zachód nominalnie nie uznaje dysydentów czy krytyków rządu za „przestępców” (przynajmniej we własnych krajach), podczas gdy w KSA i ZEA granica między terrorystą a dysydentem bywa zacierana. Jedno z opracowań wskazuje, że Dubaj, wzorem Pekinu, używa szerokiej definicji „przestępców” obejmującej również dysydentów, aktywistów i dziennikarzy, którzy potencjalnie zagrażają monarchii. To fundamentalna różnica aksjologiczna.
- Technologie zachodnie w służbie nadzoru: Paradoksalnie, wiele spośród zaawansowanych narzędzi inwigilacji używanych w Zatoce powstało na Zachodzie (np. Pegasusa stworzyli Izraelczycy, sprzęt Cisco i IBM stanowi szkielet sieci, algorytmy AI często są opracowywane we współpracy z zachodnimi uniwersytetami). Różnica polega na zastosowaniu. Na Zachodzie obowiązują pewne etyczne ograniczenia (choćby rozróżnienie między inwigilacją obcokrajowców a obywateli – NSA może podsłuchiwać cudzoziemców, ale ma ograniczenia wobec obywateli USA). W Emiratach i KSA nie ma takiego rozgraniczenia – wszyscy (poza rodziną królewską) są potencjalnym celem. Widać więc, że technologia sama w sobie nie jest „zachodnia” czy „wschodnia” – liczy się system polityczny jej użycia. W rękach autokratów Zachodu (gdyby tacy istnieli) zapewne posłużyłaby podobnie.
- Reakcje społeczne: W społeczeństwach zachodnich istnieją ruchy sprzeciwu wobec masowego nadzoru (np. protesty przeciwko ACTA, debaty o ograniczeniu CCTV ze względu na prywatność, dyskusje o regulacji AI). Istnieje świadomość zagrożeń dla demokracji płynących z niekontrolowanej inwigilacji. Natomiast w społeczeństwach Zatoki perspektywa obywatelska jest słabo reprezentowana – dominujący dyskurs (kontrolowany przez rząd) nie dopuszcza krytyki nadzoru, a ludność często nie ma pełnej wiedzy o zasięgu inwigilacji. Porównawczo, można powiedzieć że: w Zachodnich demokracjach nadzór to kontrowersja, w Chinach to fakt dokonany oparty o ideologię, a w krajach Zatoki – cichy konsensus strachu i przyzwolenia.
Wreszcie, skuteczność nadzoru bywa różna. Chiny wykorzystują swój system m.in. do kontrolowania mniejszości (drastyczny przykład to Xinjiang, gdzie zastosowano zautomatyzowaną identyfikację Ujgurów i totalną kontrolę ich życia). ZEA i KSA – choć mają mniejszą skalę – również są oskarżane o profilowanie dyskryminacyjne (np. wobec szyitów w regionie Al-Katif w KSA, czy wobec określonych kręgów ideologicznych). Zachód oficjalnie unika takich praktyk (profilowanie etniczne jest potępiane, choć bywa nieformalnie stosowane). W tym sensie model Zatoki zbliża się do chińskiego w gotowości do użycia technologii przeciw całym grupom uznanym za niepożądane.
Podsumowując, kraje Zatoki Perskiej są bliżej chińskiego modelu cyfrowego autorytaryzmu niż liberalno-demokratycznych standardów zachodnich. Choć różnią się od Chin brakiem jawnej ideologii i mniejszą populacją, przejmują fundamentalną zasadę: „maksymalna kontrola społeczeństwa dzięki technologii”. Jednocześnie współpracują z Zachodem gospodarczo, korzystając z jego narzędzi, co tworzy pewną fasadę nowoczesności i umiarkowania. Niemniej, zdaniem obserwatorów, rozwój AI i nadzoru w Zatoce to część globalnego starcia między wizją świata demokratycznej wolności a wizją orwellowskiej kontroli – i na razie w tych państwach wygrywa ta druga.
Perspektywy rozwoju i scenariusze przyszłości
Dynamiczny rozwój systemów nadzoru w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej sugeruje, że w najbliższych latach będzie on tylko przybierał na sile. Władze planują kolejne inwestycje w technologie, a ich ambicje (np. budowa futurystycznych miast) dają pole do dalszego eksperymentowania z inwigilacją na niespotykaną skalę. Można nakreślić dwa skrajne scenariusze rozwoju – utopijny (według narracji rządowej) oraz dystopijny (według krytyków) – choć rzeczywistość zapewne będzie zawierać elementy obu.
Kierunki rozwoju już zapowiedziane:
- Miasta przyszłości jako laboratoria nadzoru: Flagowe projekty jak NEOM w Arabii Saudyjskiej czy ekspansja Dubaju wskazują, że pełna integracja systemów smart będzie standardem. NEOM, reklamowane jako „pierwsze na świecie kognitywne miasto”, ma być w założeniu miejscem, gdzie sztuczna inteligencja zarządza wszelkimi aspektami życia – od transportu, przez energię, po bezpieczeństwo. Składniki tej wizji obejmują m.in. rozbudowany system IoT (Internet of Things): każdy budynek, pojazd, a nawet przedmiot codziennego użytku będzie podłączony do centralnej platformy danych. Joseph Bradley, szef spółki NEOM Tech & Digital, opisywał, że „The Line (główne linearne miasto NEOM) będzie wydobywać dane 9 milionów mieszkańców, ale da im większą kontrolę nad tymi danymi i nawet wynagradzać finansowo za ich udostępnianie”. Miałaby to być światowa nowość – mieszkańcy świadomie „handlują” swoimi danymi w zamian za udogodnienia i korzyści. Jeśli faktycznie zostanie to wdrożone, NEOM stanie się poligonem testowym nowego kontraktu społecznego opartego na danych jako walucie. Jednak eksperci już teraz nazywają The Line „miastem nadzoru” i ostrzegają, że „w istocie będzie to miasto permanentnej inwigilacji”. W podobnym kierunku idzie Dubaj – jego strategia „Dubai 2071” przewiduje maksymalną automatyzację usług publicznych i bezpieczeństwa. Można się spodziewać, że drony patrolowe, roboty policyjne, autonomiczne pojazdy monitorujące staną się tam codziennością. Dubaj już testował roboty policyjne na ulicach (projekt Robocop) oraz cyfrowe tablice rejestracyjne wysyłające automatycznie dane o pojeździe i kierowcy do bazy.
- Sztuczna inteligencja coraz bardziej zaawansowana: ZEA utworzyły nawet Ministerstwo AI, co pokazuje wagę tematu. Prognozuje się, że państwa Zatoki będą liderami we wdrażaniu najnowszych osiągnięć AI do nadzoru: rozpoznawanie emocji z twarzy (wykrywanie stresu, złości – potencjalnie przydatne służbom), identyfikacja osób po sposobie chodu, analiza dźwięku (rozpoznawanie głosów z nagrań miejskich). Już teraz ZEA testowały system wykrywania kierowców rozmawiających przez telefon poprzez algorytmy analizujące obraz z kamer drogowych. Możliwe więc, że nadzór drobnych wykroczeń wejdzie na mikropoziom: AI wyłapie np. wyrzucenie papierka na chodnik czy przejście w niedozwolonym miejscu i automatycznie wystawi mandat (takie rzeczy dzieją się już w Chinach).
- Rozwój infrastruktury prawnej pod nadzór: Mimo iż obecne prawo jest restrykcyjne, można oczekiwać dalszych regulacji instytucjonalizujących nadzór. Np. powołanie dedykowanych sądów ds. cyberprzestępczości (już istnieją w KSA), rozbudowa bazy prawnej do korzystania z danych biometrycznych (np. obowiązkowe profile DNA? – Emiraty rozważały kiedyś pobieranie DNA wszystkich mieszkańców przy okazji dowodów osobistych). Być może pojawią się lokalne normy „etyki AI”, które jednak głównie zalegalizują status quo. Arabia Saudyjska wydała już zbiór zasad etycznych AI (podkreślających m.in. przejrzystość, sprawiedliwość), ale to miękkie prawo bez egzekucji.
- Większa samodzielność technologiczna: ZEA i KSA inwestują w rozwój rodzimych rozwiązań, by uniezależnić się od ewentualnych sankcji czy nacisków z zewnątrz. Możliwe, że zobaczymy własne systemy operacyjne, chmury państwowe czy platformy social media – tak, aby dane obywateli w ogóle nie opuszczały kraju i nie podlegały obcym jurysdykcjom. Już teraz preferowane są krajowe aplikacje (jak emiratczycy wypromowali swój komunikator BOTIM po zbanowaniu WhatsAppa i Skype’a). Saudyjczycy mogą próbować budować własne narzędzia spyware (być może już to robią po nauczeniu się od NSO i innych).
Na horyzoncie rysują się dwie wizje:
Scenariusz „utopijny” (według rządów): Państwa Zatoki osiągają doskonałą symbiozę technologii z życiem społecznym. Kamery i AI eliminują niemal całkowicie przestępczość – miasta stają się faktycznie bezpieczne jak nigdy dotąd. Dzięki analityce danych usługi publiczne są idealnie dopasowane: nie ma korków (bo system zarządza ruchem), urzędy działają błyskawicznie online, służba zdrowia zapobiega chorobom (monitorując choćby styl życia obywateli – np. aplikacje zdrowotne alarmują, gdy ktoś ma objawy). Obywatele czują się komfortowo, bo „państwo o nich dba” – w razie wypadku drony ratunkowe pojawiają się w minutę, zagubione dziecko szybko lokalizuje system CCTV itd. W takiej wizji wolność jednostki definiowana jest inaczej: nie jako swoboda od kontroli, lecz wolność od zagrożeń (przestępczości, chaosu). Technologia pozwala też na rozwój gospodarczy: firmy high-tech kwitną, oferując coraz to nowe gadżety ułatwiające życie (a jednocześnie zbierające dane). Arabia Saudyjska i Emiraty mogą próbować eksportować ten model do krajów rozwijających się, reklamując go jako bezpieczna autokracja 2.0, przeciwstawna „niebezpiecznej demokracji”. W utopii władców społeczeństwo jest zadowolone i lojalne, bo w zamian za oddanie części prywatności otrzymuje dostatek i bezpieczeństwo. Być może – spekulując – nastąpi nawet pewna liberalizacja obyczajowa: paradoksalnie, mając totalną kontrolę, rząd może pozwolić ludziom na więcej swobody w sferze np. rozrywki, ubioru czy obecności kobiet w przestrzeni publicznej, bo wie, że i tak panuje nad sytuacją. Już widzimy to częściowo: KSA poluzowała restrykcje religijne, organizuje koncerty, otwiera się turystycznie – można to interpretować tak, że silne narzędzia nadzoru dają poczucie bezpieczeństwa elitom, iż zmiany nie wymkną się spod kontroli. Zatem utopijny scenariusz to coś w stylu „Orwell spotyka Huxleya” – społeczeństwo nadzorowane, lecz syte i pogodne, może nie zainteresowane polityką, ale dumne z rozwoju.
Scenariusz dystopijny (według krytyków): To rozwinięcie obecnych trendów w najgorszą stronę. Technologia staje się narzędziem totalnej tyranii. Każdy aspekt życia obywatela jest monitorowany i punktowany. Powstaje oficjalny lub nieoficjalny system oceny lojalności – np. osoba, która chodzi regularnie do meczetu i chwali rząd w mediach społecznościowych ma „zielony status”, a ktoś kto unika takich aktywności lub ma rodzinę za granicą – „żółty” lub „czerwony”. Taki system mógłby funkcjonować podobnie jak punktacja kredytowa, tylko że dotycząca zachowania obywatelskiego. Dysydenci byliby automatycznie wyłapywani – zanim jeszcze podjęliby działanie. Predictive policing mógłby ewoluować do postaci „pre-crime” (jak w filmie Raport mniejszości): AI na podstawie wzorców zachowań wytypowałaby ludzi potencjalnie skłonnych do popełnienia przestępstwa lub protestu i profilaktycznie służby by ich zatrzymywały. Prywatność zanikłaby całkowicie – rząd mógłby np. wymagać by każda rozmowa online była przez obywatela archiwizowana i dostępna dla inspekcji (w Chinach już teraz w niektórych regionach wymaga się instalacji aplikacji skanującej telefon w poszukiwaniu „niebezpiecznych” treści). W dystopii technologia umożliwia również manipulację społeczeństwem: skoro system wie o nas wszystko, może przewidywać reakcje i sterować informacją tak, by społeczeństwo pozostało posłuszne (np. poprzez spersonalizowaną propagandę wyświetlaną na naszych urządzeniach). Ponadto dystopia nierówności: elity władzy mogą stać się niemal nadludźmi w stosunku do reszty – korzystając z technologii dla siebie (np. ulepszanie genetyczne, większa długość życia, bo stać ich na medycynę high-tech), podczas gdy masy są ściśle kontrolowane i ograniczane. NEOM zakłada np. eksperymenty z modyfikacją genomu ludzkiego i robotyką codzienną – w rękach nieodpowiedzialnej władzy mogłoby to prowadzić do nowych form ucisku transhumanistycznego (np. modyfikowani żołnierze, powszechny chip implantowany w ciało obywatela z funkcjami identyfikacji i śledzenia). Choć brzmi to jak SF, pewne elementy już się pojawiają – np. w Chinach prowadzono pilotażowo programy monitoringu aktywności mózgu pracowników (czujniki w czapkach, by wykrywać dekoncentrację). Niewykluczone, że bogate kraje Zatoki też kiedyś sięgną po tak drastyczne środki.
W dystopijnym scenariuszu każda forma sprzeciwu jest dławiona natychmiast. Społeczeństwo popada w apatię lub traumę cyfrową – ludzie czują się permanentnie osaczeni. Pojawiają się też niezamierzone efekty: np. błędne identyfikacje przez AI mogą zrujnować komuś życie (np. system omyłkowo uzna kogoś za poszukiwanego i dojdzie do brutalnego zatrzymania lub karnej deportacji – bez możliwości odwołania). W braku kontroli, nadużycia służb stają się regułą – urzędnicy mogą wykorzystywać monitoring do szantażu, pozbywania się rywali itp. Taki świat to spełnienie koszmaru Orwellowskiego: „Jeśli chcesz wyobrazić sobie przyszłość – wyobraź sobie but depczący ludzkią twarz, wiecznie” – z tą różnicą, że butem jest wszechobecna kamera i algorytm.
Realnie rzecz biorąc, przyszłość zapewne znajdzie się gdzieś pośrodku tych wizji. Obecne sygnały wskazują, że trend ku pogłębianiu inwigilacji się utrzyma. Społeczeństwa Zatoki, nie doświadczając wolności w stylu zachodnim, mogą w większości zaakceptować pewien stopień dystopii w zamian za wygodę. Jak ujęła to jedna z analiz: „te smart cities w Egipcie i Arabii mogą z utopijnych szybko zmienić się w dystopijne projekty – bo smart city to tak naprawdę surveillance city, niebezpieczne narzędzie w rękach dyktatorów”.
Dla reszty świata kluczowe będzie, czy model zatoki Perskiej stanie się eksportowym towarem. Jeśli tak, czeka nas globalne wyzwanie: rywalizacja między koncepcją wolnego społeczeństwa a wydajnej autokracji z technologicznym sznytem. Scenariusz pozytywny globalnie to taki, gdzie społeczność międzynarodowa wypracuje normy ograniczające nadużycia (np. traktat ONZ o zakazie masowej biometrycznej inwigilacji). Jednak biorąc pod uwagę, że mocarstwa wolą sprzedawać sprzęt niż nakładać ograniczenia, bardziej prawdopodobne jest pogłębianie się „dystopii kieszonkowych” – krajów jak ZEA czy KSA, które będą żywymi laboratoriami autorytarnego nadzoru.
Podsumowanie: Systemy technologicznego nadzoru w krajach Zatoki Perskiej już teraz należą do najbardziej zaawansowanych na świecie. Z jednej strony przyczyniają się (wedle władz) do bezpieczeństwa i nowoczesności, z drugiej – pociągają za sobą poważne koszty dla wolności jednostki i prywatności. Perspektywy sugerują dalszą ekspansję tych systemów. Czy uda się znaleźć równowagę między bezpieczeństwem a wolnością? Na razie szala przechyla się ku modelowi orwellowskiemu, choć jego pełna realizacja może być złagodzona czynnikami kulturowymi i ekonomicznymi. Jedno jest pewne: debata o granicach nadzoru a prawach człowieka będzie nabierać znaczenia – nie tylko dla mieszkańców Zatoki, ale i globalnie, w miarę jak inne państwa zaczną korzystać z rozwiązań testowanych dziś w Dubaju czy NEOM jako wzorca przyszłości.
Źródła: W niniejszym raporcie wykorzystano szereg aktualnych źródeł, w tym analizy organizacji praw człowieka (Human Rights Watch, ADHRB), opracowania eksperckie (SMEX, Georgetown Security Studies), doniesienia agencji prasowych (Reuters, AP) oraz wypowiedzi oficjalne. Wszystkie dane i cytaty opatrzono przypisami dla przejrzystości i weryfikowalności. Najważniejsze z nich to m.in.: raport HRW przed COP28 (2023) dokumentujący skalę nadzoru w ZEA, analiza ADHRB (2025) o AI w Emiratach, artykuły SMEX o inwestycjach w AI w Zatoce, śledztwa dziennikarskie (openDemocracy, Middle East Eye) ujawniające kulisy systemu Falcon Eye w Abu Zabi, informacje Gulf News o praktycznych rezultatach systemu Oyoon, czy wreszcie raport Access Now kreślący konsekwencje projektów smart cities dla praw człowieka. Wszystkie te źródła zgodnie wskazują, że technologiczny nadzór w Zatoce Perskiej to zjawisko złożone i niepokojące, wymagające dalszej uwagi społeczności międzynarodowej i badaczy.