Wprowadzenie
W środowisku akademickim tradycyjnie wyróżnia się dwie główne formy aktywności komunikacyjnej: komunikację badawczą (scientific communication), czyli dzielenie się wynikami badań w gronie naukowców, oraz komunikację dydaktyczną (scholarly communication), związaną z nauczaniem i przekazywaniem wiedzy studentom. Obie te role są ugruntowane w strukturach uczelni – pracownicy są zatrudniani i oceniani przede wszystkim na podstawie dorobku badawczego oraz jakości dydaktyki. Komunikacja nauki z niespecjalistami (science communication), czyli popularyzowanie wiedzy naukowej w społeczeństwie, stanowi natomiast tzw. trzecią misję uczelni. Choć odgrywa kluczową rolę w zwiększaniu świadomości społecznej i rozliczalności nauki wobec społeczeństwa, wciąż brak jej równorzędnego uznania instytucjonalnego. W strukturach zatrudnienia rzadko istnieją etaty przeznaczone dla popularyzatorów nauki, a działalność tego typu bywa traktowana jako poboczna, nieformalna aktywność akademików.
Coraz więcej instytucji dostrzega jednak potrzebę zmiany. W niektórych krajach komunikacja naukowa stała się wręcz obowiązkowa – we Włoszech określa się ją mianem „trzeciej misji” uczelni, wymaganej do rozwoju kariery naukowej. Podobnie część uniwersytetów w USA przyznaje punkty w okresowej ocenie pracowników za działalność outreach, a niektórzy naukowcy formalnie włączają popularyzację do zakresu swoich obowiązków (np. zmieniając proporcje etatu). Nawet agencje grantowe zaczynają stawiać wymagania w tym obszarze – National Science Foundation (NSF) obliguje wnioskodawców do wykazania tzw. broader impact, czyli m.in. planu komunikacji wyników badań do ogółu społeczeństwa. Mimo tych przykładów dobrej praktyki, nadal w wielu miejscach komunikacja nauki funkcjonuje w „szarej strefie” – jest ceniona deklaratywnie, ale nie znajduje odzwierciedlenia w oficjalnych strukturach i kryteriach awansu. Niniejszy raport analizuje przemiany komunikacji naukowej w dobie mediów cyfrowych oraz wynikające z nich wyzwania (m.in. fragmentaryzację uwagi, remiks kultury informacji czy nowe interaktywne formy przekazu). Omawia także wpływ mediów społecznościowych i dezinformacji na popularyzację wiedzy, przedstawia modelowe przykłady efektywnej komunikacji (jak podcast „Science Vs”) oraz rekomendacje – zarówno te formułowane przez badaczy (np. Massimo Pigliucciego), jak i praktyczne zalecenia dla uczelni. Celem jest ukazanie potrzeby instytucjonalnego uznania komunikacji nauki z niespecjalistami jako równorzędnego elementu misji szkół wyższych, obok działalności badawczej i dydaktycznej.
Przemiany komunikacji naukowej w dobie mediów cyfrowych
Rozwój internetu i technologii cyfrowych gruntownie przeobraził pejzaż komunikacji naukowej. Media cyfrowe otworzyły przed nauką nowe kanały dotarcia do odbiorców oraz zatarły tradycyjne granice między nadawcami a publicznością. Niegdyś głównymi pośrednikami w przekazie wiedzy byli wydawcy, czasopisma i mass media, dziś jednak platformy online – od mediów społecznościowych (Twitter, YouTube, Reddit itp.) po blogi i serwisy popularnonaukowe – umożliwiają bezpośrednią interakcję między naukowcami a szeroką publicznością. Cyfrowa transformacja sprawiła, że dostęp do źródeł naukowych stał się łatwiejszy (rosnące ruchy open access), a dyskusje o nauce mogą toczyć się publicznie w czasie rzeczywistym. Spektrum aktorów komunikacji również się poszerzyło – obok profesjonalnych dziennikarzy naukowych głos zabierają sami naukowcy, a także entuzjaści, edukatorzy, organizacje pozarządowe czy tzw. science influencers. Tę demokratyzację dobrze ilustruje ekspansja serwisów społecznościowych jako forów debaty o nauce: na Twitterze czy forach Reddit specjaliści i odbiorcy laikatu wymieniają opinie na temat najnowszych odkryć lub kontrowersji.
Cyfrowe środowisko zmieniło również model komunikacji – od jednokierunkowego, instytucjonalnego przekazu (deficytowego) ku modelom bardziej interaktywnym i rozproszonym. Tradycyjnie nauka komunikowana była „z góry na dół” (np. ekspert przekazuje wiedzę pasywnemu odbiorcy), co bywało krytykowane jako podejście paternalistyczne. W erze mediów społecznościowych obserwujemy zaś model zdecentralizowany: treści naukowe krążą wieloma kanałami jednocześnie, często z pominięciem redakcyjnej kontroli, a odbiorcy mogą reagować, komentować i współtworzyć przekaz. Taka decentralizacja zwiększa szybkość i zasięg dystrybucji wiedzy, ale zarazem utrudnia filtrowanie i weryfikację jakości informacji. Algorytmy platform internetowych selekcjonują treści według preferencji użytkownika, co personalizuje przekaz, lecz może zamykać odbiorców w bańkach informacyjnych. Tempo obiegu informacji znacznie wzrosło – wiadomości naukowe potrafią w ciągu kilkunastu godzin obiec świat w viralowy sposób. Ta dynamika sprawia, że komunikacja naukowa staje się procesem ciągłym, reagującym na wydarzenia niemal w czasie rzeczywistym, co jest wyzwaniem dla instytucji naukowych przyzwyczajonych do wolniejszego rytmu recenzji i publikacji.
Opisane przemiany niosą ze sobą zarówno szanse, jak i problemy. Z jednej strony naukowcy otrzymali bezprecedensową możliwość bezpośredniego dotarcia do społeczeństwa, budowania relacji z różnymi grupami (np. poprzez blogi, podcasty czy sesje AMA – Ask Me Anything – na Reddit). Rośnie przez to transparentność badań i zaufanie do nauki, gdy odbiorcy mogą „zajrzeć do laboratorium” poprzez media społecznościowe i śledzić pracę badaczy od kuchni. Z drugiej strony pojawiło się mnóstwo nowych podmiotów komunikujących treści pseudo-naukowe lub nierzetelne, które konkurują o uwagę odbiorców. Granica między ekspertem a osobą roszczącą sobie autorytet bywa dla laików niejasna – w internecie pseudonaukowcy mogą wyglądać równie wiarygodnie co prawdziwi naukowcy. Jak zauważono, głośna obecność szarlatanów w mediach społecznościowych sprawia, że wielu odbiorców nie odróżnia ich od uczonych, przez co powstaje wrażenie, iż nie ma naukowego konsensusu tam, gdzie on faktycznie istnieje (np. w kwestii szczepionek czy zmian klimatu). Te wyzwania nowej epoki komunikacji omawiamy szerzej w dalszych częściach raportu.

Media społecznościowe a dezinformacja
Media społecznościowe stały się w ostatniej dekadzie główną areną popularyzacji nauki – to tam toczy się znaczna część dyskusji i tam społeczeństwo szuka odpowiedzi na nurtujące pytania. Ich wpływ na komunikację naukową jest jednak ambiwalentny. Z jednej strony platformy takie jak Facebook, Twitter czy YouTube pozwalają naukowcom docierać do ogromnych rzesz odbiorców z pominięciem tradycyjnych pośredników. Z drugiej strony, te same platformy ułatwiają ekspansję dezinformacji i teorii spiskowych. Algorytmy rekomendacji często promują treści sensacyjne lub kontrowersyjne, sprzyjając viralowemu rozchodzeniu się pseudonauki. W efekcie rzetelna informacja naukowa musi konkurować o zasięgi z materiałami uproszczonymi, przekręconymi lub po prostu fałszywymi, które nierzadko łatwiej przykuwają uwagę.
Podczas pandemii COVID-19 zjawisko to zyskało nawet miano infodemii – nadmiaru informacji (w tym fałszywych) utrudniającego odnalezienie wiarygodnej wiedzy. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ostrzegała, że infodemia stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego, bo zalew sprzecznych przekazów podważa zaufanie do nauki. Jak wykazano, media społecznościowe umożliwiają błyskawiczne rozprzestrzenianie się dezinformacji, która potrafi wypierać merytoryczne komunikaty naukowe rozpowszechniane tradycyjnymi metodami. Innymi słowy – plotka czy pseudonaukowa sensacja może obiec internet szybciej niż naukowe sprostowanie zdąży zyskać widoczność. Badania potwierdzają tę prawidłowość: fałszywe wiadomości rozchodzą się w sieci szybciej i szerzej niż prawdziwe, szczególnie gdy odwołują się do emocji odbiorców.
Konsekwencją jest rywalizacja o uwagę i zaufanie odbiorców pomiędzy ekspertami a szerzącymi się mitami. Naukowcy i popularyzatorzy są zmuszeni adoptować nowe strategie komunikacyjne, by przebić się przez szum informacyjny. Coraz większą rolę odgrywa prostowanie nieprawdziwych informacji (fact-checking) i aktywne zajmowanie stanowiska wobec dezinformacji. Przykładem może być tu postawa twórców popularnego podcastu „Science Vs” na platformie Spotify – gdy pojawiły się tam programy szerzące pseudonaukowe treści o COVID-19, zespół Science Vs zawiesił regularną działalność i zapowiedział, że będzie produkować odcinki jedynie w celu obalania szkodliwych mitów na platformie. Tego rodzaju działania pokazują, że walka z dezinformacją stała się integralną częścią komunikacji naukowej w epoce mediów społecznościowych. Wymaga to nie tylko wiedzy merytorycznej, ale i sprawnego poruszania się po kanałach online, umiejętności narracyjnych oraz zrozumienia mechanizmów viralowości treści. W dalszej części raportu omówione zostaną konkretne wyzwania, jakie stawia to przed popularyzatorami nauki.
Przykład dobrej praktyki: podcast „Science Vs”
Dobrym modelem efektywnej popularyzacji nauki w nowym ekosystemie medialnym jest anglojęzyczny podcast „Science Vs”. Ten popularnonaukowy program, początkowo tworzony przez dziennikarkę naukową Wendy Zukerman, stawia sobie za cel weryfikowanie rozmaitych mitów i trendów poprzez konfrontację ich z aktualnymi dowodami naukowymi (stąd formuła „nauka kontra…” różne zagadnienia). Każdy odcinek bierze „na warsztat” nośny temat – od zdrowotnych mód (np. „czy picie dużych ilości wody faktycznie poprawia zdrowie?”) po głośne debaty społeczne (choćby kontrowersje wokół szczepionek czy zmian klimatu) – i z pomocą ekspertów oraz przeglądu literatury odpowiada na pytanie, co naprawdę wynika z badań. Atutem formatu jest lekki, przystępny język oraz duża dawka elementów rozrywkowych. Twórcy Science Vs są mistrzami wyjaśniania złożonych spraw prostym językiem, z humorem i narracyjną swadą. Dzięki temu nawet poważne, nieraz trudne tematy (np. pseudonaukowe teorie o zdrowiu osób transpłciowych czy panika związana z technologią 5G) przedstawiane są w sposób klarowny i angażujący, bez uproszczeń prowadzących do zniekształcenia faktów.
Podcast ten uchodzi za wzór rzetelności w komunikacji naukowej: każdy odcinek jest skrupulatnie udokumentowany (w opisie publikowana jest lista źródeł naukowych wykorzystanych w materiale), a równocześnie pozostaje atrakcyjny w formie. Science Vs pokazuje, że rozrywka nie musi stać w sprzeczności z naukową ścisłością – można przyciągnąć szeroką publiczność, nie rezygnując z wiarygodności. Co więcej, jego sukces (liczony w milionach odsłuchań) dowodzi zapotrzebowania społeczeństwa na takie treści: istnieje ogromna grupa odbiorców pragnących zrozumieć, „co nauka na to”, by oddzielić fakty od fake newsów. Dla środowiska akademickiego Science Vs stanowi inspirację, jak można efektywnie popularyzować wiedzę: poprzez atrakcyjne opowiadanie o badaniach, podejmowanie aktualnych tematów i gotowość do prostowania dezinformacji w przestrzeni publicznej. Inicjatywa podcastu podkreśla też znaczenie niezależności i etyki – wspomniana decyzja zespołu o sprzeciwie wobec dezinformacji na Spotify (poprzez zawieszenie produkcji innych odcinków) pokazała, że popularyzatorzy mogą odgrywać aktywną rolę w kształtowaniu standardów platform medialnych. Science Vs jest zatem przykładem dobrej praktyki, który uczelnie i organizacje naukowe mogą analizować i naśladować przy rozwijaniu własnych inicjatyw komunikacyjnych.
Wyzwania współczesnej komunikacji naukowej
Współczesny krajobraz medialny stawia przed komunikacją naukową szereg wyzwań, które wymagają nowych podejść i narzędzi. Poniżej omówiono kluczowe z nich:
Fragmentaryzacja uwagi
Nadmiar informacji i ciągły napływ newsów prowadzą do coraz krótszego czasu skupienia uwagi odbiorców. Analizy dynamiki trendów internetowych pokazują, że społeczne zainteresowanie danym tematem gaśnie szybciej niż kiedyś – zbiorowa uwaga publiczna staje się płytsza i bardziej ulotna. Użytkownicy przyzwyczajeni do szybkiego przewijania treści w smartfonie rzadziej czytają długie artykuły czy raporty. Dla komunikacji naukowej oznacza to konieczność dostosowania formy przekazu: zwięzłości, atrakcyjnej formy i natychmiastowego przyciągnięcia uwagi. Konkurowanie o czas odbiorcy wymaga często odwołania się do storytellingu czy medialnych zabiegów przyciągających wzrok (np. infografik, chwytliwych nagłówków), tak by w ogóle skłonić do zatrzymania się przy treści naukowej. Fragmentaryzacja uwagi oznacza też, że naukowcy muszą powtarzać komunikaty wielokrotnie i wielokanałowo – pojedyncze wyjaśnienie czy sprostowanie może łatwo zaginąć w zalewie nowych bodźców.
Remix kultury
Kultura cyfrowa cechuje się przenikaniem i remiksowaniem treści: informacje (w tym naukowe) są ciągle przetwarzane, udostępniane w nowych kontekstach, przerabiane na memy, skróty, filmiki etc. Odbiorcy nie są już biernymi konsumentami, lecz aktywnie uczestniczą w obiegu treści, często tworząc na bazie oryginalnych przekazów własne interpretacje lub żarty. W efekcie przekaz naukowy zaczyna żyć własnym życiem – publiczność może go „remiksować” i negocjować jego znaczenie w zbiorowej zabawie kulturowej. Z jednej strony może to sprzyjać rozpowszechnianiu wiedzy (np. gdy mem popularnonaukowy czyni jakieś pojęcie rozpoznawalnym), z drugiej grozi zniekształceniem oryginalnego sensu. Nauka staje się elementem kultury popularnej, podległym tym samym mechanizmom co inne treści internetowe – bywa satyrycznie przerabiana, wyrwana z kontekstu, łączona z fikcją. Popularyzatorzy muszą więc monitorować, jak ich komunikaty funkcjonują w obiegu społecznym, aby w razie potrzeby korygować błędne interpretacje lub reagować na niezamierzone skutki „remiksu”. Warto też umiejętnie wykorzystywać to zjawisko: np. tworzyć treści prowadzające dialog z kulturą internetową (jak naukowe debunkingi reagujące na modne teorie spiskowe, posługujące się memami czy językiem internetu).
Formaty interaktywne
Kolejnym wyzwaniem – ale i szansą – jest rozwój nowych, interaktywnych form komunikacji. Odbiorcy w erze aplikacji i gier oczekują coraz częściej, że przekaz będzie angażował ich bezpośrednio, zamiast pozostawiać w roli biernego słuchacza. Odpowiedzią jest pojawienie się formatów takich jak: interaktywne wizualizacje danych, aplikacje edukacyjne, wirtualne symulacje czy grywalizacja elementów nauki. Na przykład zamiast tradycyjnego wykresu statycznego można udostępnić interaktywny dashboard online, gdzie użytkownik sam eksploruje dane – co zwiększa zrozumienie i utrzymuje uwagę dłużej. Instytucje naukowe eksperymentują też z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością (VR/AR), tworząc immersyjne doświadczenia (jak wirtualne muzea nauki, symulatory eksperymentów), które pozwalają „zanurzyć się” odbiorcy w świecie naukowym. Takie podejście ma duży potencjał edukacyjny, ale wymaga interdyscyplinarnych zespołów – łączenia kompetencji naukowców, projektantów interakcji, programistów. Ponadto formaty interaktywne wiążą się z większym kosztem produkcji i koniecznością ciągłej aktualizacji treści. Wyzwanie polega na tym, by zaawansowane formy (jak aplikacje czy gry naukowe) nie zatraciły poprawności merytorycznej w pogoni za efektem „wow”. Mimo to, przy odpowiednim zaplanowaniu, interaktywność może znacząco zwiększyć zaangażowanie społeczeństwa – odbiorca, który sam odkrywa zjawisko poprzez interakcję, lepiej je zapamiętuje i czuje się współuczestnikiem poznania.
Rekomendacje Massimo Pigliucciego: probabilizm i retoryka
Massimo Pigliucci – znany filozof nauki i krytyk pseudonauki – formułuje cenne wskazówki dla naukowców podejmujących dialog ze społeczeństwem. Podkreśla on dwa kluczowe aspekty: świadomość probabilistyczną w przedstawianiu wiedzy oraz wykorzystanie klasycznych technik retorycznych dla zwiększenia siły przekazu.
Pierwsza rekomendacja dotyczy unikania absolutyzmu w komunikacji naukowej. Pigliucci ostrzega przed postawą „naukowego autorytaryzmu” – przekonaniem, że samo powołanie się na tytuł czy konsensus ekspertów zamyka dyskusję. Zauważa, że nauka choć jest najlepszym narzędziem poznania, nie jest nieomylna ani wszechwiedząca – opiera się na dowodach, które podlegają ciągłej weryfikacji i poprawie. Dlatego komunikując ustalenia naukowe warto akcentować ich probabilistyczny charakter: zamiast kategorycznych stwierdzeń „to jest fakt”, lepiej mówić o stopniu pewności, prawdopodobieństwie, zakresie ufności wyników. Taka postawa pokory metodologicznej zapobiega rozbudzeniu nierealistycznych oczekiwań (np. że nauka da stuprocentową gwarancję) i odbiera argumenty krytykom twierdzącym, że „skoro są wyjątki lub zmiany w wiedzy, to nauka jest bezużyteczna”. Pigliucci przypomina, że konsensus naukowy to nie dogmat objawiony, ale najlepsze podsumowanie wiedzy na dany moment – może on ulec zmianie wraz z pojawieniem się nowych danych. Naukowiec-komunikator powinien więc jasno sygnalizować granice pewności: tłumaczyć, że np. „według aktualnych badań, z X% prawdopodobieństwem zjawisko działa w sposób Y”. Takie probabilistyczne ujęcie buduje wiarygodność – pokazuje, że nauka jest uczciwa co do swoich ograniczeń – a zarazem edukuje odbiorców w rozumieniu, jak funkcjonuje metoda naukowa (na zasadzie testowania hipotez i stopniowego przybliżania się do prawdy, a nie ogłaszania nieomylnych prawd).
Drugie zalecenie Pigliucciego dotyczy retoryki, czyli sposobu prowadzenia narracji. Filozof zauważa, że większość naukowców komunikując się z laikami skupia się wyłącznie na warstwie merytorycznej (argumenty logiczne, dane, dowody), czyli na tym, co Arystoteles nazwał logos. Tymczasem takie podejście – choć fundamentalne – bywa niewystarczające, by zdobyć uwagę i zaufanie publiczności. Pigliucci proponuje, by uczeni świadomie sięgali także po dwa pozostałe filary klasycznej retoryki: etos i patos. Etos oznacza budowanie wiarygodności i więzi z odbiorcą – naukowiec powinien zadbać o przedstawienie się jako osoba godna zaufania, ale też empatyczna i rozumiejąca punkt widzenia słuchacza. Ważne jest językowe dostosowanie się do odbiorcy bez popadania w protekcjonalność. Patos z kolei to odwołanie się do emocji – nie poprzez manipulację, ale przez nadanie przekazowi ludzkiej twarzy, obrazowość, anegdotyczność tam, gdzie to pomaga zaciekawić i zaangażować słuchacza. Pigliucci przypomina, że Arystotelesowskie triadzie logos-ethos-pathos w równowadze sprzyja skutecznej komunikacji; żałuje, iż akademicy często ograniczają się tylko do logos, tracąc przez to potencjalnych odbiorców. Sam w swojej książce popularyzatorskiej stosuje te zasady, przeplatając wywód naukowy humorem i odniesieniami budującymi więź z czytelnikiem. Rekomendacja jest zatem jasna: naukowiec jako komunikator powinien być jednocześnie rzetelnym logikiem, wiarygodnym przewodnikiem i zajmującym narratorem. Zastosowanie zasad retoryki nie oznacza spłycenia przekazu, lecz uczynienie go bardziej przystępnym i przekonującym dla odbiorcy spoza wąskiej specjalizacji.
Rekomendacje dla uczelni wyższych
Skuteczna komunikacja nauki z niespecjalistami nie zaistnieje powszechnie, jeśli nie zostanie odpowiednio włączona w ramy instytucjonalne. Poniżej przedstawiono rekomendacje dla uczelni wyższych i jednostek naukowych, mające na celu wzmocnienie trzeciej misji i nadanie jej należnego prestiżu:
1. Powołanie wyspecjalizowanych stanowisk i zespołów ds. komunikacji naukowej. Uczelnie powinny rozważyć tworzenie etatów dla profesjonalnych popularyzatorów nauki, komunikatorów czy menedżerów ds. outreach. Obecnie zadania popularyzatorskie często „doklejane” są naukowcom na marginesie ich obowiązków, co prowadzi do przeciążenia i nieraz wykonania tej pracy pośpiesznie lub amatorsko. Tymczasem istnieje rosnąca grupa fachowców (dziennikarzy naukowych, absolwentów komunikacji naukowej, specjalistów od mediów), których kompetencje można wykorzystać, by wspierać naukowców w kontaktach ze społeczeństwem. Tak dzieje się już na niektórych uniwersytetach – zatrudniają one oficerów ds. public engagement, pisarzy naukowych, koordynatorów wydarzeń i outreach, którzy odciążają badaczy i zapewniają profesjonalizm przekazu. Tacy pracownicy powinni być pełnoprawną częścią kadry akademickiej (np. w działach komunikacji lub jako osobny wydział), z jasno zdefiniowanymi ścieżkami awansu i oceną ich osiągnięć w zakresie wpływu społecznego.
2. Uwzględnienie komunikacji naukowej w kryteriach oceny i awansu naukowców. Aby zachęcić pracowników do angażowania się w trzecią misję, uczelnie muszą docenić tę aktywność w systemie ocen okresowych, konkursów i awansów. Przykładowo, w rocznych sprawozdaniach kadry akademickiej warto wprowadzić rubryki dotyczące popularyzacji (wystąpień publicznych, wywiadów, artykułów popularnych, działalności w mediach itp.). Ważne, by za wpisami tymi szła realna waga – podobnie jak punkty za publikacje czy godziny dydaktyczne, punkty za outreach powinny przekładać się na oceny i nagrody. Można również ustanowić nagrody i granty wewnętrzne za wybitne osiągnięcia w komunikacji naukowej, co podniesie jej prestiż. Na poziomie strategii instytucji należy jasno zadeklarować, że trzecia misja jest równoważnym filarem misji uczelni. Podkreśla się to już w wielu dokumentach (np. Europejskie programy ramowe kładą nacisk na science with and for society), jednak konieczne jest przełożenie tych deklaracji na praktykę zarządczą.
3. Szkolenia i wsparcie kompetencyjne dla naukowców. Nie każdy badacz musi stawać się od razu gwiazdą mediów, ale każdy powinien mieć możliwość podniesienia umiejętności komunikacyjnych. Uczelnie mogą organizować warsztaty z wystąpień publicznych, pisania popularnonaukowego, obsługi mediów społecznościowych czy radzenia sobie z trudnymi pytaniami dziennikarzy. Takie szkolenia, oparte na badaniach z nauk społecznych i komunikacji, pozwolą naukowcom lepiej zrozumieć odbiorcę i efektywniej przekazywać wiedzę. Wsparcie może obejmować również konsultacje eksperckie – np. redaktorzy językowi pomagający napisać tekst popularny na podstawie artykułu naukowego, czy specjaliści od grafiki tworzący infografiki do wyników. Warto tworzyć multidyscyplinarne zespoły przy projektach badawczych, gdzie obok naukowców od początku pracuje ekspert od komunikacji (szczególnie przy dużych grantach finansujących też działania outreach). Innym pomysłem są programy mentoringu: doświadczeni popularyzatorzy (wewnątrz uczelni lub zaproszeni z zewnątrz) mogliby pełnić rolę mentorów dla młodych badaczy, ucząc ich, jak łączyć karierę naukową z misją popularyzatorską.
4. Oddzielenie funkcji i praca zespołowa. Ważnym krokiem jest zrozumienie, że nie każdy naukowiec musi osobiście zajmować się komunikacją naukową, tak jak nie każdy musi np. samodzielnie pozyskiwać granty – kluczem jest tu praca zespołowa i podział ról. Uczelnia powinna identyfikować tych pracowników, którzy mają talent i zapał do popularyzacji, i ich szczególnie wspierać (np. mniejszym pensum dydaktycznym, dodatkowymi środkami na działalność popularyzatorską). Z kolei osoby mniej chętne lub mniej biegłe w takiej roli nie powinny być przymuszane – lepiej, by skupiły się na tym, w czym są najlepsze (badania, praca laboratoryjna), udostępniając wyniki tym, którzy zajmą się ich dalszym komunikowaniem społeczeństwu. Profesjonalizacja trzeciej misji oznacza tu, że komunikacja naukowa staje się wspólnym wysiłkiem: badacze dostarczają treści merytorycznych, a specjaliści od komunikacji przekładają je na język społeczny i dbają o dystrybucję. Taki model z powodzeniem działa np. w projektach finansowanych ze środków UE, gdzie wymagane jest prowadzenie działań upowszechniających – zespoły często zatrudniają wtedy dedykowanego komunikatora nauki. Uczelnia powinna tworzyć warunki do podobnej synergii na co dzień, nie tylko przy okazji grantów.
5. Budowanie relacji z mediami i społecznością. Instytucje naukowe muszą aktywnie wyjść poza mury akademii. W praktyce oznacza to zacieśnienie współpracy z mediami (np. oferowanie szkoleń dla dziennikarzy w zakresie rozumienia badań, tworzenie bazy ekspertów gotowych udzielać komentarzy, regularne informowanie prasy o nowych odkryciach w przystępnej formie) oraz z lokalną społecznością (organizacja cyklicznych wykładów otwartych, pikników naukowych, „dni laboratoryjnych” dla szkół itp.). Tego typu inicjatywy nie mogą być jednorazowe – powinny stać się stałym elementem kalendarza uczelni, traktowanym poważnie również pod względem finansowania i promocji. Dzięki temu nauka przestaje być anonimowym bytem – obywatele znają naukowców z okolicy, wiedzą, czym się zajmują laboratoria na ich uczelni, czują się współwłaścicielami wiedzy. To buduje zaufanie i realizuje społeczną odpowiedzialność nauki.
Podsumowując, rekomendacje sprowadzają się do instytucjonalizacji i profesjonalizacji komunikacji naukowej. Niezbędne jest przejście od podejścia „komunikacja przy okazji, własnym sumptem” do podejścia systemowego: z jasno określonymi rolami, zasobami i oceną efektywności. Uczelnie, które jako pierwsze wprowadzą takie zmiany, zyskają podwójnie – poprawią swój wizerunek i relacje ze społeczeństwem, a zarazem odciążą kadrę naukową, pozwalając jej skupić się na tym, co robi najlepiej, przy jednoczesnym szerszym oddziaływaniu wyników jej pracy.
Wnioski
Dynamiczne zmiany w ekosystemie medialnym sprawiają, że komunikacja nauki z niespecjalistami staje się dziś równie ważna jak prowadzenie badań i działalność dydaktyczna. Stoimy wobec wyzwań, które nie istniały we wcześniejszych dekadach – od zalewu informacji i dezinformacji, po nowe formy zaangażowania odbiorców – a zarazem dysponujemy niespotykanymi wcześniej możliwościami dotarcia z wiedzą do milionów ludzi. W tym kontekście rola uczelni wyższych jako strażników rzetelnej wiedzy wymaga rozszerzenia: obok kształcenia studentów i generowania odkryć naukowych, muszą one aktywnie uczestniczyć w dialogu ze społeczeństwem. Raport wykazał, że dotychczasowe marginalne traktowanie popularyzacji nauki jest nie do utrzymania – potrzebujemy nowego etatu (zarówno w sensie konkretnych stanowisk pracy, jak i w sensie metaforycznym: nowej roli społecznej uczonego). Tylko w ten sposób nauka zachowa swoją społeczną legitymizację w czasach rosnącej niepewności i szumu informacyjnego.
Aby to osiągnąć, konieczna jest refleksja nad społeczną misją nauki. Naukowcy od dawna głoszą, że ich praca służy ludzkości – najwyższy czas przełożyć to na praktykę komunikacyjną. Instytucjonalne uznanie komunikacji naukowej (popularyzacji) za trzeci filar misji uczelni stworzy kulturę, w której dzielenie się wiedzą jest naturalną kontynuacją jej odkrywania. Taka zmiana przyniesie korzyści wszystkim stronom: nauce (bo zwiększy jej oddziaływanie i pozyskiwanie talentów), naukowcom (bo odciążeni i wsparci w komunikacji zyskają szersze uznanie dla swojej pracy) oraz całemu społeczeństwu (bo łatwiejszy dostęp do wiarygodnej wiedzy zwiększy kapitał intelektualny i odporność na manipulacje).
Podsumowując, włączenie trzeciej misji na równych prawach do akademickiego ekosystemu jest inwestycją w przyszłość zarówno nauki, jak i społeczeństwa opartego na wiedzy. Uznanie popularyzacji za pełnoprawny element działalności uczelni wymaga zmian organizacyjnych i kulturowych, ale jest konieczne, by świat naukowy skutecznie wypełniał swoją nadrzędną, humanistyczną misję – utrzymywania światła rozumu i ciekawości w życiu publicznym. W obliczu wyzwań XXI wieku akademicy nie mogą pozostawać w „wieży z kości słoniowej” – muszą stać się także rzecznikami nauki w społeczeństwie. Nowe etaty dla komunikatorów, nowe kompetencje dla naukowców oraz nowe podejście strategiczne uczelni to kroki, które zbliżą nas do tego celu. Jest to zadanie pilne, bo od skuteczności komunikacji naukowej zależy, czy osiągnięcia laboratoriów przełożą się na mądrość i dobrobyt całych społeczeństw.
Źródła: Przedstawione argumenty i dane poparto literaturą z zakresu komunikacji naukowej, w tym m.in. artykułami z Proceedings of the National Academy of Sciences, Nature, Journal of Science Communication oraz raportami WHO. Konkretne odwołania oznaczono w tekście symbolami odsyłaczy. Wszystkie cytowane fragmenty pochodzą ze źródeł recenzowanych lub uznanych instytucji (pełne dane bibliograficzne dostępne w odsyłaczach). Dzięki temu raport opiera się na aktualnym stanie wiedzy (2024/2025) i dobrych praktykach identyfikowanych na świecie. Przytoczone przykłady – od podcastu „Science Vs” po inicjatywy agencji naukowych – ilustrują realne działania, które mogą stanowić inspirację dla polskich instytucji akademickich we wdrażaniu zmian na rzecz upowszechniania nauki. Wszystko to prowadzi do konkluzji, że czas nadać komunikacji naukowej należny jej status w akademii, tak by nauka w pełni realizowała swoją społeczną rolę i cieszyła się trwałym zaufaniem.